/> Dezubekistan – Tradycja – Tradition
Go to ...

Tradycja - Tradition

Pismo - Forum światopoglądowe

Dezubekistan


Bliski termin oddziaływania ustawy dezubekizacyjnej na nowo podsyca emocje. Osobiście nie mam nic przeciwko temu, aby faktyczni bezpieczniacy poczuli, jak to jest, kiedy ze ściganego zostaje się ściganym, ale uważam, że podobnego knota legislacyjnego nie stworzono by chyba nawet w PRL. Objęto rygorem całą masę ludzi, którzy nie mieli nic wspólnego z działaniami operacyjnymi (np. służba zdrowia, pracownicy fizyczni, sportowcy), a ci na etatach po 1990… Sam Staszek Michalkiewicz twierdzi, że skoro zatrudniono ich w wolnej Polsce, to po przejściu na emeryturę należy im się takie świadczenie, jakie sobie wypracowali. Wygrają w  każdym niepodległym sądzie, nie mówiąc już o Hadze, gdzie dojdzie do kompromitacji polskiego państwa.

A tak w ogóle to autorzy ustawy przypominają lekarza, który aplikuje lewatywę, wiedząc że pacjent wymaga poważnego leczenia. Może – miast szargać „jak leci” emerytów – należałoby wyciąć raz na zawsze ropiejące przez ponad pół wieku skażenie narodowej świadomości?  

Dane z historycznego wywiadu
Wiadomo powszechnie, że winę za całe zło ponosi internacjonalistyczna hydra namiestników Moskwy, którzy w latach 1944-1956 byli głównymi organizatorami terroru i komunizacji Polski. Kilkadziesiąt tysięcy funkcjonariuszy w Urzędzie Bezpieczeństwa (UB) i w sądownictwie, podobna liczba sowieckich dowódców oddelegowanych do polskiego wojska oraz członkowie kadrówki PPR. Polskie nazwiska zbrodniarzy z tego „Ubekistanu” sugerowały krajom Zachodu, że mordowanie patriotów jest naszą sprawą wewnętrzną. Nie stłumiono by wprawdzie antysowieckiego powstania, gdyby nie dywizje NKWD, które wystrzelały lub wywiozły na Syberię dziesiątki tysięcy niepodległościowców, ale to właśnie owi polskobrzmiący funkcjonariusze organizowali procesy Żołnierzy Wyklętych, aby tych, którzy przeżyli śledztwo, skazać „w obliczu prawa” za bandytyzm. Polacy, okłamywani tak jak Zachód, zajęci podnoszeniem kraju z ruin, nabierali oddechu jakiej takiej wolności w procesjach Bożego Ciała, idąc w ślad za prymasem Hlondem kroczącym w asyście komunistycznych dygnitarzy. Elita kulturalna ściskała ręce oprawcom, a zmaltretowany wojną i okupacją naród miał stoczyć się w przyjazne ramiona „Chorążego Pokoju” – Józefa Stalina. Trzy lata po jego śmierci kilku namiestników Moskwy ukarano niewielkimi wyrokami. Część rozjechała się po świecie, reszta wtopiła się w polskość i pielęgnując przekonanie o wymagającym ofiar wprowadzaniu zasad państwa prawa, czekała na następną okazję do przejęcia władzy.  

W 1992 roku, Ubekistan był jeszcze tak silny, że doprowadził do upadku rządu Jana Olszewskiego. Western w samo południe zakończył się nocną zmianą, a banda nasłanych i rodzimych morderców z pierwszych lat po wojnie – po wychowaniu następców – przechodziła na emeryturę. Ich potomstwo w większości pozostaje wierne wizji historii widzianej oczyma antenatów. Podważa ją obecnie, rządzone przez PiS państwo „zwykłych Polaków”. Zderzenie obu postaw powoduje rozłam społeczeństwa, a proporcje części mierzy się słupkami politycznego poparcia (sic!). 

Propozycję radykalnego leczenia
Zaproponowało w roku 2007 Stowarzyszenie dla Ochrony Polskiej Tradycji Narodowej, wystosowując do IPN wniosek o objęcie ściganiem sprawców terroru lat 1944-1956. Określono szczegółowe dane na temat organizacji i instytucji, które winne być uznane za zbrodnicze oraz historyczne i prawne uzasadnienie indywidualnych sankcji z najwyższej półki kodeksu karnego. Odpowiedzi na piśmie nie było. Treść wniosku w archiwum czasopisma „Tradycja”. Tymczasem to właśnie funkcjonariusze z tamtych lat powinni odpowiedzieć za sam udział zbrodniczym systemie. A wieczna infamia powinna dotyczyć nawet nieżyjących. 

Objawy uogólnionego zakażenia 
Natomiast Dez-Ubekistan to widmo upiora, nieprzebitego na czas osikowym kołkiem. Ducha ustawy można rozszerzyć na wszystkich obywateli PRL, bo przecież w systemie bezpieczeństwa komunistycznego państwa brało udział o wiele więcej obywateli PRL niż tych żyjących kilkadziesiąt tysięcy etatowych pracowników bezpieki. Wyjeżdżający do krajów wolnego świata na kontrakty, konferencje i staże naukowe, imprezy kulturalne itd. również tworzyli oka sieci. Kiedy taki ekspert wnioskował o kontrakt, urzędnik pytał go od progu, czy się „podejmie”. Jeżeli petent nie rozumiał, nie wyjeżdżał. A szło o to, żeby podpisał w obecności oficera SB promesę wypełnienia zlecanych zadań. Jeżeli potrzebna była informacja z jakiegoś rejonu świata, instytucja wysyłająca wiedziała, kogo skierować do współpracy. Podobne zobowiązania składali przez pół wieku wszyscy mężczyźni odsługujący służbę wojskową, przysięgając przed przejściem do rezerwy, że (w razie czego) będą bronić socjalizmu i przymierza ze Związkiem Radzieckim. Ślubowanie mogło obowiązywać też wyższych urzędników państwowych, profesorów uczelni, naukowców itd., itd. Ba! Szczebiotały ją nawet dzieci, wstępujące w szeregi harcerstwa. Wszystkie istniejące ugrupowania partyjne sprzed 1989 roku miały w statutach takie zobowiązania i tak było zapisane w konstytucji. Dlaczego zatem od razu nie rozszerzyć sankcji na wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób mogli znaleźć się w orbicie systemu PRL?
Można, czemu nie, ale karanie ludzi za to, że znaleźli się w trybach niechcianego ustroju, byłoby takim samym przekleństwem, jak konstruowany przez komunę totalny nadzór nad obywatelem oraz walka klas. To charakterystyczne cechy opisywanego widma. Odczuwałem je na własnej skórze w Polsce Ludowej, jako dziecko z podejrzanej warstwy społecznej. Obecnie młodych funkcjonariuszy gabinetów politycznych rządzącej ekipy nieufnością napawa data mego urodzenia. „Widać, służył mu ten PRL skoro jeszcze żyje!” Ostatnio zaś dowiedziałem się z „poważnej książki”, że mój dziadek, który skończył w Warszawie przed I wojną światową UW im. Aleksandra I, a potem jako notariusz, stemplował akty własności pieczątką z dwugłowym carskim orłem – „wysługiwał się Rosji”. Głupota nie jest ani „lewa”, ani „prawa” tylko bezdenna a upiór potrafi ją wykorzystać. 

I w końcu jakiemuś żądnemu władzy politykowi przyjdzie do głowy aby wzbogacić państwo emeryturami ludzi, którzy mieli nieszczęście żyć w PRL. Młodzi zapaleńcy oddadzą być może nań swe głosy.

Pozostaje pokładać nadzieję w naturalną moc społecznego organizmu narodu.

ⒸTradycja, 2017

About Jerzy Terpiłowski

Polski pisarz, eseista, dramaturg, tłumacz. Laureat Nagrody Ministra Kultury (2004) oraz Medalu Prymasa Tysiąclecia (2001). Organizator i prezes Stowarzyszenia "Pospolite Ruszenie" dla Ochrony Tradycji Polskiej, redaktor naczelny miesięcznika kulturalno-społecznego "Tradycja". Członek Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.