|
Wtorek, 13 Kwiecień 2010 11:51 |
|
Katyń 2010
(z bloga Redaktora Naczelnego)
Cała Polska jest pogrążona w żałobie po katastrofie prezydenckiego samolotu. Najlepsi z najlepszych polskiej elity politycznej wracają do kraju w obleczonych kirem trumnach, ich zmasakrowane, spalone ciała oczekują na obcej ziemi identyfikacji genetycznej. Polska poniosła niechcianą, ofiarę w siedemdziesiątą rocznicę mordu dokonanego na dziesiątkach tysięcy polskich oficerów przez komunistycznych pachołków Stalina. Ból, który do tej pory odczuwali członkowie rodzin pomordowanych, stał się obecnie udziałem wszystkich Polaków. Od 10 kwietnia 2010 roku będziemy czcić katyńską tragedie po dwakroć mocno. Ta druga nie pozwoli zapomnieć o pierwszej. Ale jednocześnie narodowa katastrofa staje się impulsem powszechnej solidarności, patriotycznego ożywienia, obywatelskiego uświadomienia konieczności naprawy państwa. Polacy wychodzą z odrętwienia, w którym ich utrzymywano od czasu tak zwanej transformacji ustrojowej. Odrzucają symulakry - fałszywy obraz rzeczywistości, gotowe frazesy - tworzone przez znaczną część mass-mediów. Przejrzeli na oczy i nie dadzą się dalej wzajemnie skłócać ani napuszczać na sąsiadów. Zaczynają nazywać sprawy po imieniu. Dość!! Polska ma być Polską, a nie krajem z którego najlepiej zawczasu wyemigrować, żeby nie stać się w nim, prędzej czy później, obywatelem drugiej kategorii. W tym ożywieniu jest nadzieja, której właściwy sens rozumieją tylko sami Polacy. Nie trzeba im nic tłumaczyć, wyssali go bowiem z mlekiem swych matek i pojmują z pokładów polskiej tradycji narodowej. Polska dla Polaków? Tak, a to znaczy: dla wszystkich obywateli Rzeczypospolitej, którzy bez względu na pochodzenie czy wyznawaną religię zgadzają się na stosowanie tych wzorów myślenia i zachowania, które niegdyś stworzyły z Polski światowe mocarstwo. Inni mogą być naszymi drogimi gośćmi, ale tym, którzy poniżają polskość, dziękujemy. - Jerzy Terpiłowski
|
|
|
Teatr "Demokracja"
Od dawna, już sam nie wiem, jak wiele dziesiątek lat, jestem zaprzysięgłym zwolennikiem demokracji. Nie zmienia to faktu, że kiedy napotykam pokrytych pyłem dziejów monarchistów, którzy twierdzą, że dziedzic saksońskiej dynastii Wetlinów nie miałby nic przeciwko temu, żeby powtórzyć w Polsce saskie czasy nie mogę w pierwszej chwili powstrzymać się od miłego wrażenia. Ależ się wtedy żyło moim przodkom!! (Przynajmniej tym z jednej linii, bo drudzy pachali w znoju ziemię). Takiego samego atawistycznego uczucia doznałem niedawno na zlocie absolwentów liceum numer 26 w Aninie, podczas - rutynowej przy takich spotkaniach - debaty politycznej. Narzekano, że niema komu rządzić w tej Polsce. Nagle jeden z dawnych kolegów palnął się w czoło w nagłym olśnieniu. Przecież Seweryn Czetwertyński z siódmej b jest podobno bezrobotny! Dawajcie go na króla! Nie z Piastów ci, ni z Jagiellonów ale krew dobra, słowiańska, polsko-ruska. Na stolec go a potem, hajda na Ukrainę, odebrać Terpiłówkę!! – wrzeszczę bez namysłu.
|
|
Czytaj dalej |
Karabela u boku
Powiedzenie: “kozik mi się w kieszeni otwiera” wypiera tradycyjne: „krew mnie zalewa” i: „hej, Gerwazy, daj gwintówkę...” Tygodniami nosilem scyzoryk w kieszeni i bezskutecznie oczekiwałem, że się otworzy, kiedy ktoś wyczynia lub mówi bzdury. Aż tu nagle chwytam się za lewy bok, tak jak moi przodkowie, którzy w podobnych sytuacjach sięgali po karabelę. Poćwiczcie Panowie! Wszak w większości szlachecki my naród! (Jotter) |
|
|
Siedemdziesiąta rocznica wybuchu II wojny światowej. Powszedni Polak przegląda strony wielkonakładowej prasy, na poły świadomie poszukując uznania dla roli, jaką w historii odegrał jego naród. Ileż tu świetnych publikacji i komentarzy. Dobrze jest, można zająć się codzienną pracą, zarabiać na chleb z masłem. Ale bywalców salonów nawiedzają czarne wizje. Ich wytrawny polityczny węch pozwala zwietrzyć wredną intrygę, ładunek faktów spiętych spłonką o opóźnionym zapłonie i światopoglądową korupcję. O czymś się nie mówi, coś się przemilcza, znane słowa jakby co innego znaczą. Niedomówienia, szczucie, a może celowa prowokacja. "Wyborcza" zamieszcza tekst szefa Foreign Office, pana Dawida Milibanda. Radio i TV zachwycają się tym tekstem. Czytajcie, czytajcie. Jakże miło wypowiada się o nas brytyjski minister. Ale w owym "sprawiedliwym i propolskim" tekście czytamy między innymi, że było tak, iż w końcu „przytłoczeni Polacy poddali się, a ich kraj pogrążył się w koszmarze okupacji i zbrodni”. I żadnego w "Wyborczej" komentarza na ten temat. Tak jakby w tym medium nikt nie wiedział, że Polacy nigdy się nie poddali, że walczyli na wszystkich frontach, że stworzyli jedyne na świecie podziemne państwo, że ...
|
|
Czytaj dalej |
|