|
Mój imiennik, Orwell trafił w dziesiątkę problemu, wieszcząc w powieści Rok 1984, iż nowomowa - tworzona w celu wpojenia w świadomość poddanych treści potrzebnych władcom - opanuje prędzej czy później wszelkie obszary ludzkiego myślenia. Umysły obywateli Wspólnoty Socjalistycznych Narodów odczuły na własnych zwojach mózgowych indoktrynację utrwalonymi w świadomości pokoleń pojęciami, którym specjaliści od socjotechniki nadali nowe znaczenie. Proceder ów przekroczył jednak określoną przez pisarza cezurę czasową obwieszczoną w tytule książki i rozwija się bez większych przeszkód również we Wspólnocie Narodów Demokratycznych. Być może - jak to bywa z wielkimi odkryciami - władcy całego świata uznali, że łatwiej panować nad świadomością społeczeństw, niż zwalczać fanaberie niepokornych, którym marzyć się będzie niepodległość, honor i wiara w życie nadprzyrodzone.
Potem można je swobodnie używać w celu ostatecznego zniewolenia. Zastanówmy się, co obecnie w mniemaniu wielu oznacza patriotyzm. Przez długi czas utrzymywano nas szaraczków w przekonaniu, że utracił swoją aktualność, atrakcyjność, a może nawet oddziaływać szkodliwie przez kształtowanie postaw nacjonalistycznych, torowanie drogi ksenofobii i sprzeciwu wobec dogmatu totalnego filosemityzmu. Ostatnio apeluje się o miłość ojczyzny aby zmieniać społeczeństwa dla ich własnego dobra. Tymczasem wskrzeszaniu patriotyzmu musi towarzyszyć oczyszczenie tego pojęcia z zafałszowań nawarstwionych przez dekady lat. Obwieszczany bez krzewienia wiedzy o tradycji narodowej byłby niczym więcej jak tylko socjotechnicznym sloganem, którym przez pewien czas można dość skutecznie mobilizować opinię publiczną, aby w końcu zniechęcić do niego resztę entuzjastów. Jeżeli zatem komuś naprawdę zależy na ludziach osiadłych między Wisłą a Odrą oraz na tych, których przodkowie, lub oni sami, wyemigrowali niegdyś w poszukiwaniu chleba, czy uciekli przed prześladowaniami, a teraz są swej ojczyzny najlepszymi synami i córkami - to taki ktoś dołoży wszelkich starań aby chronić tradycję narodową. Z niej to bowiem, niby z góry czasu - ogromnej i odwiecznej - płynie nieskażone źródło, umotywowanej losem pokoleń, miłości do bardzo rozlegle rozumianej tradycji ojców zwanej ojczyzną - prawdziwe źródło rzetelnego patriotyzmu. Nie polega on tylko na zachłyśnięciu się urodą pól i lasów, brzmieniem śpiewu tutejszych ptaków czy dogodnością klimatu. Zastanówmy się zatem o co nam chodzi. O skuteczność sloganu, czy trwałe przekonanie, że pomyślność narodu generuje wyłącznie patriotyzm wynikający z głębi tradycji. Dla rozróżnienia proponuję wprowadzić pojęcie socjopatrii - siły jednoczącej bliżej niezdefiniowaną wspólnotę społeczną. Ale chciałbym wierzyć, że nikt w wolnej Polsce, przynajmniej nikt z moich rodaków, nie będzie się nim w celach niegodnych posługiwał. - Jerzy Terpiłowski
|
|
|
Teatr "Demokracja"
Od dawna, już sam nie wiem, jak wiele dziesiątek lat, jestem zaprzysięgłym zwolennikiem demokracji. Nie zmienia to faktu, że kiedy napotykam pokrytych pyłem dziejów monarchistów, którzy twierdzą, że dziedzic saksońskiej dynastii Wetlinów nie miałby nic przeciwko temu, żeby powtórzyć w Polsce saskie czasy nie mogę w pierwszej chwili powstrzymać się od miłego wrażenia. Ależ się wtedy żyło moim przodkom!! (Przynajmniej tym z jednej linii, bo drudzy pachali w znoju ziemię). Takiego samego atawistycznego uczucia doznałem niedawno na zlocie absolwentów liceum numer 26 w Aninie, podczas - rutynowej przy takich spotkaniach - debaty politycznej. Narzekano, że niema komu rządzić w tej Polsce. Nagle jeden z dawnych kolegów palnął się w czoło w nagłym olśnieniu. Przecież Seweryn Czetwertyński z siódmej b jest podobno bezrobotny! Dawajcie go na króla! Nie z Piastów ci, ni z Jagiellonów ale krew dobra, słowiańska, polsko-ruska. Na stolec go a potem, hajda na Ukrainę, odebrać Terpiłówkę!! – wrzeszczę bez namysłu.
|
|
Czytaj dalej |
Karabela u boku
Powiedzenie: “kozik mi się w kieszeni otwiera” wypiera tradycyjne: „krew mnie zalewa” i: „hej, Gerwazy, daj gwintówkę...” Tygodniami nosilem scyzoryk w kieszeni i bezskutecznie oczekiwałem, że się otworzy, kiedy ktoś wyczynia lub mówi bzdury. Aż tu nagle chwytam się za lewy bok, tak jak moi przodkowie, którzy w podobnych sytuacjach sięgali po karabelę. Poćwiczcie Panowie! Wszak w większości szlachecki my naród! (Jotter) |
|
|
Siedemdziesiąta rocznica wybuchu II wojny światowej. Powszedni Polak przegląda strony wielkonakładowej prasy, na poły świadomie poszukując uznania dla roli, jaką w historii odegrał jego naród. Ileż tu świetnych publikacji i komentarzy. Dobrze jest, można zająć się codzienną pracą, zarabiać na chleb z masłem. Ale bywalców salonów nawiedzają czarne wizje. Ich wytrawny polityczny węch pozwala zwietrzyć wredną intrygę, ładunek faktów spiętych spłonką o opóźnionym zapłonie i światopoglądową korupcję. O czymś się nie mówi, coś się przemilcza, znane słowa jakby co innego znaczą. Niedomówienia, szczucie, a może celowa prowokacja. "Wyborcza" zamieszcza tekst szefa Foreign Office, pana Dawida Milibanda. Radio i TV zachwycają się tym tekstem. Czytajcie, czytajcie. Jakże miło wypowiada się o nas brytyjski minister. Ale w owym "sprawiedliwym i propolskim" tekście czytamy między innymi, że było tak, iż w końcu „przytłoczeni Polacy poddali się, a ich kraj pogrążył się w koszmarze okupacji i zbrodni”. I żadnego w "Wyborczej" komentarza na ten temat. Tak jakby w tym medium nikt nie wiedział, że Polacy nigdy się nie poddali, że walczyli na wszystkich frontach, że stworzyli jedyne na świecie podziemne państwo, że ...
|
|
Czytaj dalej |
|