|
Niedziela, 13 Grudzień 2009 11:41 |
|
Niech historycy badają dalej archiwalne materiały. takie jak notatki moskiewskich generałów i niech odsłaniają bit po bicie prawdziwą twarz zdrajcy. Sekret Poliszynela w sprawie Jaruzelskiego i tak już pozostanie w historii ku przestrodze następnych pokoleń, które, prędzej czy później. docenią swą polskość, wolność i tradycję. Teraz nie ma nim co zawracać sobie głowy. Nie ma sensu ani obrona. ani atak. Do historii przejdzie nikczemna próba zawiązania nowej Targowicy w wykonaniu generała i jego kompanionów. Próba żałosna, zaciemniona latami bezprawnego stanu wojennego, zamaskowana kłamstwami, paleniem akt, wykorzystywaniem narzędzi władzy już w quasi niepodległej Polsce. Utajniona przez poputczików moskiewskiego namiestnika, z którymi podzielił się władzą. Naród miał się wszak odp...ć od generała. Odwróćmy ten postulat: Niech się wreszcie odpieprzą od nas wszyscy potencjalni Targowiczanie bez względu na proweniencję. Niech przestaną szczuć nas na siebie nawzajem, uczyć tolerancji, nawracać na bezwyznaniowość, wskazywać wzorce rzekomo skuteczniejszej tradycji. Nie czuję nienawiści do starca nad grobem, który pewnie uwierzył w swe kłamstwa o opatrznościowej roli. jaką miał rzekomo odegrać, ratując Polaków stanem wojennym od wojny domowej i od interwencji swych przyjaciół Moskali, która – zakładając nieuchronność pierwszego nieszczęścia - musiała by w końcu nastąpić bez względu na to. jakby na rękę owych przyjaciołom nie była. Nienawiść, wbrew temu. co w nas przy każdej okazji wmawia GW (z wszystkimi licznymi przybudówkami) nigdy nie była polską specjalnością. a wręcz przeciwnie, jak pisze poeta: „najtrudniejsze ze wszystkich wybaczenie win.”
Niech więc sobie dogorywa, choćby i do lat stu niedoszły Targowiczanin w starczym przeświadczeniu o swojej wartości. A jego obrońcy niech dalej jedzą polski bigos. skoro wzgardzili innymi narodowymi przysmakami. Ale zastrzegam sobie prawo do pogardy.
Do niepodawania ręki, do odwracania się tyłem, nieprzyjmowania, nierozmawiania z ewidentnymi zdrajcami i od wewnątrz działającymi wrogami mego narodu. Toleruję jedynie fakt, że istnieją, tak jak trzeba okresowo znosić niedogodność istnienia komarów lub much. Wszak Stwórca, w swej nieprzeniknionej mądrości i temu wszystkiemu robactwu rolę jakowąś przeznaczył.
Czy wyrażone przeze mnie zastrzeżenie mieści się w kodeksie praw obywatela nowej Europy? - Jerzy Terpiłowski
|
|
|
Teatr "Demokracja"
Od dawna, już sam nie wiem, jak wiele dziesiątek lat, jestem zaprzysięgłym zwolennikiem demokracji. Nie zmienia to faktu, że kiedy napotykam pokrytych pyłem dziejów monarchistów, którzy twierdzą, że dziedzic saksońskiej dynastii Wetlinów nie miałby nic przeciwko temu, żeby powtórzyć w Polsce saskie czasy nie mogę w pierwszej chwili powstrzymać się od miłego wrażenia. Ależ się wtedy żyło moim przodkom!! (Przynajmniej tym z jednej linii, bo drudzy pachali w znoju ziemię). Takiego samego atawistycznego uczucia doznałem niedawno na zlocie absolwentów liceum numer 26 w Aninie, podczas - rutynowej przy takich spotkaniach - debaty politycznej. Narzekano, że niema komu rządzić w tej Polsce. Nagle jeden z dawnych kolegów palnął się w czoło w nagłym olśnieniu. Przecież Seweryn Czetwertyński z siódmej b jest podobno bezrobotny! Dawajcie go na króla! Nie z Piastów ci, ni z Jagiellonów ale krew dobra, słowiańska, polsko-ruska. Na stolec go a potem, hajda na Ukrainę, odebrać Terpiłówkę!! – wrzeszczę bez namysłu.
|
|
Czytaj dalej |
Karabela u boku
Powiedzenie: “kozik mi się w kieszeni otwiera” wypiera tradycyjne: „krew mnie zalewa” i: „hej, Gerwazy, daj gwintówkę...” Tygodniami nosilem scyzoryk w kieszeni i bezskutecznie oczekiwałem, że się otworzy, kiedy ktoś wyczynia lub mówi bzdury. Aż tu nagle chwytam się za lewy bok, tak jak moi przodkowie, którzy w podobnych sytuacjach sięgali po karabelę. Poćwiczcie Panowie! Wszak w większości szlachecki my naród! (Jotter) |
|
|
Siedemdziesiąta rocznica wybuchu II wojny światowej. Powszedni Polak przegląda strony wielkonakładowej prasy, na poły świadomie poszukując uznania dla roli, jaką w historii odegrał jego naród. Ileż tu świetnych publikacji i komentarzy. Dobrze jest, można zająć się codzienną pracą, zarabiać na chleb z masłem. Ale bywalców salonów nawiedzają czarne wizje. Ich wytrawny polityczny węch pozwala zwietrzyć wredną intrygę, ładunek faktów spiętych spłonką o opóźnionym zapłonie i światopoglądową korupcję. O czymś się nie mówi, coś się przemilcza, znane słowa jakby co innego znaczą. Niedomówienia, szczucie, a może celowa prowokacja. "Wyborcza" zamieszcza tekst szefa Foreign Office, pana Dawida Milibanda. Radio i TV zachwycają się tym tekstem. Czytajcie, czytajcie. Jakże miło wypowiada się o nas brytyjski minister. Ale w owym "sprawiedliwym i propolskim" tekście czytamy między innymi, że było tak, iż w końcu „przytłoczeni Polacy poddali się, a ich kraj pogrążył się w koszmarze okupacji i zbrodni”. I żadnego w "Wyborczej" komentarza na ten temat. Tak jakby w tym medium nikt nie wiedział, że Polacy nigdy się nie poddali, że walczyli na wszystkich frontach, że stworzyli jedyne na świecie podziemne państwo, że ...
|
|
Czytaj dalej |
|