|
Sobota, 31 Styczeń 2009 09:07 |
|
Nie chciałbym być postrzegany jako ktoś, kogo nakręca palestyńsko-żydowski konflikt lub kto chce wykorzystać ewidentne błędy obecnej administracji Izraela, aby przy tej okazji dowalić samym Żydom. Moi rodacy zasadzili tysiące drzewek w alei Sprawiedliwych wśród narodów świata, mój prezydent “czuje się w Izraelu jak w domu”, Polska jest sojusznikiem Izraela i chyba nikt inny nie życzy Żydom, równie szczerze - aby mieli na swym historycznym terytorium, spokojnie egzystujące państwo - jak Polacy. Gnębi mnie osobiście fakt, że Bliski Wschód (a na nim moi żydowscy bracia), jest niewygasającym ogniskiem przemocy. Że tyle tam gwałtu, terroru, przelanej krwi i cierpień. Chciałbym, żeby nie trzeba było już pisać o sytuacji w Strefie Gazy, jednak dzieją się tam sprawy ze wszech miar niezmiernie ważne nie tylko dla jej mieszkańców i ich sąsiadów, ale także dla spokoju na całym ziemskim świecie. Obecna ekipa rządowa Izraela, zadufana w siłę i skuteczność swej armii oraz dotychczasowe poparcie światowego supermocarstwa zdecydowała się na próbę “ostatecznego rozwiązania” problemu palestyńskiego getta w Gazie. Nie doceniając wagi opinii publicznej świata, nadchodzących zmian i uwarunkowań obecnej sytuacji ekonomicznej - pociągnęła Izrael w pułapkę. Sposób zaś, w jaki urzędnicy jego rządu i ich pobratymcy w świecie europejskich mediów - usprawiedliwiają działania IAF[1] w Gazie, ma oczywisty wspólny mianownik ze wszystkimi kłamstwami, bezczelnością i arogancją, jakie zapisały się w historii hipokryzji uprawianej przez oficjeli totalitarnych reżimów i wobec tego żaden uczciwy i rozumny człowiek pióra nie może przejść nad tym co się stało w Gazie do porządku dziennego. Jak – nie wszyscy przecież wiedzą - bo większość gazet w Polsce o tym nie informuje, IAF jest oskarżony o zbrodnię wojenną ze względu na zastosowanie pocisków z białym fosforem oraz bombardowanie obiektów z masowym skupiskiem ludności cywilnej. Są na to liczni bezinteresowni świadkowie, a Amnesty International potwierdziła ich zeznania w przeprowadzonym dochodzeniu. Mówią o tym wszystkie liczące się media na świecie, a także media samego Izraela. W charakterystyczny sposób odnoszą się do oskarżeń zarówno premier Ehud Olmert, jak minister obrony Ehud Barak, pani minister spraw zagranicznych Cypi Livni, a rzecznik prasowy rządu, Mark Regev wtóruje im niby refrenista. Ostatnio, 24 stycznia br., przyparła go do muru jedna z prezenterek CNN. Rozmowa miałam mniej więcej, następujący przebieg: - Czy pan wie i zgadza się z tym, że IAF stosował w czasie ostrzeliwania miast w Strefie Gazy pociski z białym fosforem? - Takie oskarżenia są bezpodstawnie wysuwane pod adresem Izraela. To nie pierwsze i nie ostatnie próby zdyskredytowania naszej armii przez Hamas i jego zwolenników – głównie antysemitów i lewaków w Europie - Czy uważa pan, że stosowanie pocisków z białym fosforem w dużym skupisku ludzkim może być czymkolwiek usprawiedliwione? - Armie świata stosują biały fosfor w operacjach wojskowych i nikt nie ma im tego za złe. Nie rozumiem, dlaczego wszyscy czepiają się teraz IAF - Proszę pana, liczni, wiarygodni świadkowie w tym pracownicy organizacji niosących pomoc humanitarną i medyczną mieszkańcom Gazy, potwierdzają skargi jej mieszkańców związane z cierpieniem, jakiego doznawali ich bliscy dotknięci bezpośrednim oddziaływaniem tej broni. - Powtarzam pani jeszcze raz, że są to kłamstwa wymyślane przez przeciwników Izraela. Hamas jest organizacją terrorystyczną i na tym powinna się skupić opinia publiczna świata. - Proszę pana, żeby pan skomentował doniesienia o tym, że dochodzenie przeprowadzone przez Amnesty International w Gazie potwierdziło liczne przypadki stosowania przez waszą armię pocisków z białym fosforem. - Gdyby nawet zdarzył się sporadyczny przypadek użycia tej broni to byłby on usprawiedliwiony ponieważ terroryści z Hamasu mają zwyczaj mieszać się z tłumem cywilów, którzy są dla nich tarczą. To jest godne potępienia, zaś IAF nie walczy z cywilną ludnością tylko z terrorem. - Ale IAF stosował w Strefie Gazy pociski z białym fosforem w licznych atakach na obiekty zarządzane przez ONZ, na szkoły pod zarządem tej organizacji i jej składy, na szpitale i konwoje z pomocą humanitarną. Jak pan to wytłumaczy? - Powtarzam jeszcze raz to, co mówiłem: Izrael nie prowadzi wojny przeciwko ludności cywilnej, to terroryści z Hamasu atakują naszych bezbronnych cywili swymi rakietami... - Jest powołana komisja międzynarodowa w sprawie zbrodni wojennych dokonanych w Strefie Gazy. Czy wasze władze będą z nią współpracować i na jakiej zasadzie? - Nasze władze przeprowadzą własne dochodzenie w tej sprawie. Nie sądzę, aby wyniki komisji międzynarodowej mogły się na coś przydać, bo nasi eksperci stosują inną metodologię. Mark Regev w czasie tej całej rozmowy miał takie same bezczelne gały jak Jerzy Urban podczas prezentowania racji twórców stanu wojennego w Polsce. Mówiąc: “prawda”, nie wszyscy myślą o stwierdzeniu zgodności wygłaszanego sądu z rzeczywistością. Humanistyczna, wywodząca się z antycznej Grecji, koncepcja prawdy, do której Europejczycy przywykli tak dalece, że posługują się nią bezwiednie, nie jest powszechnie znana mieszkańcom Bliskiego Wschodu, a już na pewno nie odczuwają oni jej w sposób zbliżony do naszego. Dla Marka Regeva prawdą może zatem być to, co jest, albo wydaje mu się skuteczne. Mamy w tym przypadku do czynienia z odmienną, pragmatyczną koncepcją prawdy, usprawiedliwioną w naukach ścisłych ale w sprawach tyczących się moralności na ogół równoznaczną ze świadomym posługiwaniem się kłamstwem. I to właśnie taką metodologię miał zapewne na myśli rzecznik izraelskiego rządu. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że obywatele Izraela nie poprą jego mocodawców w zbliżających się w tym kraju wyborach parlamentarnych, a w zrozumieniu porażki jaką doznało ich państwo w Strefie Gazy, oddadzą swe głosy na ugrupowania polityczne, podążające drogą dialogu zapoczątkowaną przez prezydenta Jzaaka Rabina. Zaślepionym rzekomą wolnością głoszenia poglądów w systemie demokratycznym przypomnę w tym miejscu, że ów zacny człowiek i mąż stanu padł kilkanaście lat temu ofiarą bratobójczego mordu wykonanego przez zwolennika “ostatecznych rozwiązań” – być może mimowolnego patrona zbrodniczej operacji w Strefie Gazy ukrytej pod znamiennym kryptonimem “Płynny ołów”. - Jerzy Terpiłowski
[1] Israeli Air Force
|
|
|
Teatr "Demokracja"
Od dawna, już sam nie wiem, jak wiele dziesiątek lat, jestem zaprzysięgłym zwolennikiem demokracji. Nie zmienia to faktu, że kiedy napotykam pokrytych pyłem dziejów monarchistów, którzy twierdzą, że dziedzic saksońskiej dynastii Wetlinów nie miałby nic przeciwko temu, żeby powtórzyć w Polsce saskie czasy nie mogę w pierwszej chwili powstrzymać się od miłego wrażenia. Ależ się wtedy żyło moim przodkom!! (Przynajmniej tym z jednej linii, bo drudzy pachali w znoju ziemię). Takiego samego atawistycznego uczucia doznałem niedawno na zlocie absolwentów liceum numer 26 w Aninie, podczas - rutynowej przy takich spotkaniach - debaty politycznej. Narzekano, że niema komu rządzić w tej Polsce. Nagle jeden z dawnych kolegów palnął się w czoło w nagłym olśnieniu. Przecież Seweryn Czetwertyński z siódmej b jest podobno bezrobotny! Dawajcie go na króla! Nie z Piastów ci, ni z Jagiellonów ale krew dobra, słowiańska, polsko-ruska. Na stolec go a potem, hajda na Ukrainę, odebrać Terpiłówkę!! – wrzeszczę bez namysłu.
|
|
Czytaj dalej |
Karabela u boku
Powiedzenie: “kozik mi się w kieszeni otwiera” wypiera tradycyjne: „krew mnie zalewa” i: „hej, Gerwazy, daj gwintówkę...” Tygodniami nosilem scyzoryk w kieszeni i bezskutecznie oczekiwałem, że się otworzy, kiedy ktoś wyczynia lub mówi bzdury. Aż tu nagle chwytam się za lewy bok, tak jak moi przodkowie, którzy w podobnych sytuacjach sięgali po karabelę. Poćwiczcie Panowie! Wszak w większości szlachecki my naród! (Jotter) |
|
|
Siedemdziesiąta rocznica wybuchu II wojny światowej. Powszedni Polak przegląda strony wielkonakładowej prasy, na poły świadomie poszukując uznania dla roli, jaką w historii odegrał jego naród. Ileż tu świetnych publikacji i komentarzy. Dobrze jest, można zająć się codzienną pracą, zarabiać na chleb z masłem. Ale bywalców salonów nawiedzają czarne wizje. Ich wytrawny polityczny węch pozwala zwietrzyć wredną intrygę, ładunek faktów spiętych spłonką o opóźnionym zapłonie i światopoglądową korupcję. O czymś się nie mówi, coś się przemilcza, znane słowa jakby co innego znaczą. Niedomówienia, szczucie, a może celowa prowokacja. "Wyborcza" zamieszcza tekst szefa Foreign Office, pana Dawida Milibanda. Radio i TV zachwycają się tym tekstem. Czytajcie, czytajcie. Jakże miło wypowiada się o nas brytyjski minister. Ale w owym "sprawiedliwym i propolskim" tekście czytamy między innymi, że było tak, iż w końcu „przytłoczeni Polacy poddali się, a ich kraj pogrążył się w koszmarze okupacji i zbrodni”. I żadnego w "Wyborczej" komentarza na ten temat. Tak jakby w tym medium nikt nie wiedział, że Polacy nigdy się nie poddali, że walczyli na wszystkich frontach, że stworzyli jedyne na świecie podziemne państwo, że ...
|
|
Czytaj dalej |
|