|
Teatr "Demokracja"
|
Od dawna, już sam nie wiem, jak wiele dziesiątek lat, jestem zaprzysięgłym zwolennikiem demokracji. Nie zmienia to faktu, że kiedy napotykam pokrytych pyłem dziejów monarchistów, którzy twierdzą, że dziedzic saksońskiej dynastii Wetlinów nie miałby nic przeciwko temu, żeby powtórzyć w Polsce saskie czasy nie mogę w pierwszej chwili powstrzymać się od miłego wrażenia. Ależ się wtedy żyło moim przodkom!! (Przynajmniej tym z jednej linii, bo drudzy pachali w znoju ziemię). Takiego samego atawistycznego uczucia doznałem niedawno na zlocie absolwentów liceum numer 26 w Aninie, podczas - rutynowej przy takich spotkaniach - debaty politycznej. Narzekano, że niema komu rządzić w tej Polsce. Nagle jeden z dawnych kolegów palnął się w czoło w nagłym olśnieniu. Przecież Seweryn Czetwertyński z siódmej b jest podobno bezrobotny! Dawajcie go na króla! Nie z Piastów ci, ni z Jagiellonów ale krew dobra, słowiańska, polsko-ruska. Na stolec go a potem, hajda na Ukrainę, odebrać Terpiłówkę!! – wrzeszczę bez namysłu.
|
|
Czytaj dalej
|
|
|
Niedziela, 01 Luty 2009 09:23 |
|
Tragiczne zwroty dziejów zwiastują komety na niebie, a straszydła na ziemi. Te pierwsze prowadzą wodzów ku klęsce. W latach 1811-1812 niejaki Mały Kapral powiódł na Moskwę milionową armię wpatrzony w kometę Pons-Brooka, organizując rzeź nie mającą dotychczas precedensu w historii Europy. Po niedługim czasie skonał w poniewierce na wyspie św. Heleny trzymając się za brzuch. Trochę ponad stulecie później, także po pojawieniu się komety, inny kapral namówił Niemców na drugą wojnę światową oraz zagładę Zydów tylko po to, aby kilka lat później zażyć cyjanek. Coś zatem jest na rzeczy z tymi kometami ale ciągle niewiadomo po jakim czasie od pojawieniu się ich na niebie następują dramatyczne wydarzenia.
|
|
Czytaj dalej
|
|
|
Środa, 25 Luty 2009 09:20 |
|
Na naszych oczach posteuropejski świat doświadcza kryzysowych niedogodności. Padają wielkie finansowe przedsiębiorstwa, a koszty bankructw ponoszą przede wszystkim zwykli ludzie nagle pozbawiani pracy i nękani wzrostem cen. Polska gospodarka miała się do niedawna całkiem dobrze, ale o to drastycznie spadł kurs narodowej waluty. Przyczyny tego stanu rzeczy natychmiast ujawniły goniące za newsami media i teraz wszyscy zastanawiają się jaką rolę w operacjach banku Goldman Sachs – który wyspekulował obniżkę wartości złotego - odegrał były premier polskiego rządu i tegoż banku doradca. Z werbalnej wykładni ostatniego zdania wynikałby postulat natychmiastowego rozesłania listu gończego za Kazimierzem Marcinkiewiczem. Ujęcie go pozwoliłoby sprawdzić czy ten były nauczyciel fizyki w szkole średniej w Gorzowie a potem nieporadny premier w ogóle ma jakieś pojęcie o bankowości. A, jeżeli nie jest samorodnym geniuszem, to Goldman zatrudnił go jako donosiciela. Przy okazji nie od rzeczy będzie przypomnieć, że wedle tego - co wieszczo przewidział Dołęga Mostowicz - w Polsce mężem stanu może zostać pierwszy lepszy prostak i łachudra, kolejne wcielenie Nikodema Dyzmy. Dowodów na słuszność takiej prognozy nie trzeba daleko szukać w naszych czasach. Natomiast specjalistami od prowadzenia polityki monetarnej są na ogół wysokokwalifikowani eksperci po MBA, a nie polityczni karierowicze. Ale mniejsza o casus Kasimirae, czy o inne casusy. Chodzi o kasę! O operacje finansowe, dzięki którym bezwzględne finansowe zombi bez użycia fizycznej przemocy, bez potężnych armii - zdobywają władzę nad światem. Historia się powtarza. O podobnej sytuacji pisałem w wydanej jeszcze w 1996 roku powieści z gatunku political fiction (w której udało mi się także przewidzieć samobójczy, lotniczy atak na Manhattan) Jej główny bohater (pisarz George O’Connor) rozmawia z Rafaelem Goldmanem (sic!). Powieściowy Goldman posiada tytuł lorda, jest najbogatszym człowiekiem świata, a jego goście muszą zwracać się do niego per Padre (Imperium obłudy, wyd. II, strony 101-104).
|
|
Więcej…
|
|
|
|
|
|
|
|
Teatr "Demokracja"
Od dawna, już sam nie wiem, jak wiele dziesiątek lat, jestem zaprzysięgłym zwolennikiem demokracji. Nie zmienia to faktu, że kiedy napotykam pokrytych pyłem dziejów monarchistów, którzy twierdzą, że dziedzic saksońskiej dynastii Wetlinów nie miałby nic przeciwko temu, żeby powtórzyć w Polsce saskie czasy nie mogę w pierwszej chwili powstrzymać się od miłego wrażenia. Ależ się wtedy żyło moim przodkom!! (Przynajmniej tym z jednej linii, bo drudzy pachali w znoju ziemię). Takiego samego atawistycznego uczucia doznałem niedawno na zlocie absolwentów liceum numer 26 w Aninie, podczas - rutynowej przy takich spotkaniach - debaty politycznej. Narzekano, że niema komu rządzić w tej Polsce. Nagle jeden z dawnych kolegów palnął się w czoło w nagłym olśnieniu. Przecież Seweryn Czetwertyński z siódmej b jest podobno bezrobotny! Dawajcie go na króla! Nie z Piastów ci, ni z Jagiellonów ale krew dobra, słowiańska, polsko-ruska. Na stolec go a potem, hajda na Ukrainę, odebrać Terpiłówkę!! – wrzeszczę bez namysłu.
|
|
Czytaj dalej |
Karabela u boku
Powiedzenie: “kozik mi się w kieszeni otwiera” wypiera tradycyjne: „krew mnie zalewa” i: „hej, Gerwazy, daj gwintówkę...” Tygodniami nosilem scyzoryk w kieszeni i bezskutecznie oczekiwałem, że się otworzy, kiedy ktoś wyczynia lub mówi bzdury. Aż tu nagle chwytam się za lewy bok, tak jak moi przodkowie, którzy w podobnych sytuacjach sięgali po karabelę. Poćwiczcie Panowie! Wszak w większości szlachecki my naród! (Jotter) |
|
|
Siedemdziesiąta rocznica wybuchu II wojny światowej. Powszedni Polak przegląda strony wielkonakładowej prasy, na poły świadomie poszukując uznania dla roli, jaką w historii odegrał jego naród. Ileż tu świetnych publikacji i komentarzy. Dobrze jest, można zająć się codzienną pracą, zarabiać na chleb z masłem. Ale bywalców salonów nawiedzają czarne wizje. Ich wytrawny polityczny węch pozwala zwietrzyć wredną intrygę, ładunek faktów spiętych spłonką o opóźnionym zapłonie i światopoglądową korupcję. O czymś się nie mówi, coś się przemilcza, znane słowa jakby co innego znaczą. Niedomówienia, szczucie, a może celowa prowokacja. "Wyborcza" zamieszcza tekst szefa Foreign Office, pana Dawida Milibanda. Radio i TV zachwycają się tym tekstem. Czytajcie, czytajcie. Jakże miło wypowiada się o nas brytyjski minister. Ale w owym "sprawiedliwym i propolskim" tekście czytamy między innymi, że było tak, iż w końcu „przytłoczeni Polacy poddali się, a ich kraj pogrążył się w koszmarze okupacji i zbrodni”. I żadnego w "Wyborczej" komentarza na ten temat. Tak jakby w tym medium nikt nie wiedział, że Polacy nigdy się nie poddali, że walczyli na wszystkich frontach, że stworzyli jedyne na świecie podziemne państwo, że ...
|
|
Czytaj dalej |
|