/> Piękno walki – Tradycja – The Tradition
Go to ...

Tradycja - The Tradition

Pismo - Forum światopoglądowe

Piękno walki


Cały świat żył jeszcze nie tak dawno mistrzostwami w piłce nożnej. Mało kto nie oglądał finałowego meczu Francja – Włochy. Wszyscy widzieli, jak włoski obrońca Materazzi dziamał coś nękliwie, podążając za kapitanem drużyny Francuzów, jak ten machał na niego ręką, jak odchodził, żeby go nie słyszeć i jak wreszcie zawrócił, i wypakował mu z czoła, niczym przyparty do muru kozioł walczący w obronie stada. Europejskie media, kulturoznawcy i wszelkie pięknoduchy w krzyk: Prymitywne zachowanie nie licujące z rangą rozgrywek!! Zinedine Zidane, to jaskiniowiec!! Hańba!! Włoch nie wygłaszał przecież rasistowskich haseł. Coś tam tylko plótł na temat jego matki, czy żony. Ot, takie tam, niewarte uwagi, nieszkodliwe brednie. 

Ale pamiętajmy, że – jak twierdzą uczeni – duchowość człowieka nie zmieniła sią od czasów jaskiniowych, a zatem proporcja rozrzutu poziomu wrażliwości i honoru także. Dziedziczony po przodkach, czasem skrywany honor – pozostaje w człowieku. Ktoś powie – i tak powszechnie wypada – że nie ma powrotu do prymitywnych odruchów (nie maczuga, a mediacja i sądy są wszak bronią współczesnego człowieka). I ten ktoś od razu podchwyci podsuwany mu pogląd. – Jaskinia – powie. – Nie da się wychować tych ludzi! Jednak jest to sąd powierzchowny, powzięty wedle – sprowadzonego do najniższego poziomu – kanonu poprawności politycznej. 

Bo właściwie dlaczego przekonanie, że kobiecie należy się szczególna opieka i cześć – bo to przecież i nasza matka, której miłości dla nas nic nie jest w stanie sprostać, i inna kobieta – obiekt naszych najpiękniejszych uczuć, matka naszych dzieci, w których kochamy własną duszę, córka, dla której chcielibyśmy otworzyć niebo – dlaczego taki pogląd miałby być czymś bardziej dalekim człowiekowi niż wiara w to (wprawdzie naturalna i słuszna), że nie ma ras lepszych i gorszych? Przecież dziedziczona po przodkach duchowość człowieka, to jaki – najgłębiej odczuwany – system wartości nim włada, jakie wzorce myślenia i postępowania odtwarza – kształtuje się następnie w relacjach z najbliższymi. I żadne, choćby najbardziej przemyślne, instytucje społeczne lub państwowe tego nie zmienią. Przecież rodzina to rezerwuar tradycji, a otoczona troską kobieta – jej najlepszą strażniczką. 

Może zatem Zizou w swym – ostatnim i najważniejszym meczu – wystąpił w obronie tradycji odziedziczonej od niepoliczalnej liczby kolejnych pokoleń swych przodków. Tradycji, która nakazuje mu wystąpić w obronie swych kobiet tak samo zaciekle jakby bronił jakiejś ważnej części tej najgłębiej i najmocniej umiejscowionej ojczyzny, która nie ma i nie musi mieć terytorium ani granic, bo jej kształt jest składową duchowości pokoleń, ich przeszłości, teraźniejszości i przyszłości zarazem. Odruchowo wybrał jedyny słuszny sposób reakcji, całkowicie adekwatny do zaczepki. Nie wykluczone, że przez chwilę przemyśliwał o czymś bardziej licującym z zachowaniem cywilizowanego człowieka. “Niech to powie jeszcze raz przy świadku, pozwę do sądu i zniszczę go finansowo”. Ale – być może – pomyślał o przekupnych sędziach i bezczelnych adwokatach, o przykrościach, na jakie mogłyby zostać narażone jego kobiety. Bez sensu! Wrócił i dał z czoła powodowany zarówno tradycją, jak rozsądkiem. Nie miał wyjścia. Powiedział sobie: Jeżeli ten świat potępia takie zachowania, to nie ja, ale kształt tego świata nie jest wart, abym mu się podporządkował. 

Nie dziwię mu się o tyle, że nic nie jest ważniejsze dla człowieka niż jego tradycja. Są inne tradycje, innych narodów i innych wiar, też godne szacunku, ale odruchowo bronimy tylko własnej. Inaczej bylibyśmy niczym. Obezwładnionymi tresurą zwierzętami, które za kawałek mięsa podrygują tak, jak każe władca z batem. 

Francuski piłkarz, wywodzący się z koczowniczego narodu Berberów, zakończył błyskotliwą karierę. Zapewne nie raz spotykał się z zaczepkami, które miały na celu wyprowadzenie go z równowagi. Pytanie, czy dopiero teraz odezwała się w nim tradycja, o której przez te wszystkie lata, zagoniony robieniem kariery, być może nie pamiętał. Byłby zatem berberyjskim Wallenrodem, któremu dopiero śpiewki (ładne mi śpiewki!) wajdeloty przywracają pełnię świadomości siebie? A może raczej – co pewniejsze – zagryzał do tej pory wargi, żeby przetrwać w pierwszej lidze światowego futbolu i dopiero w ostatnim meczu zrewanżował się za jednym zamachem wszystkim, którzy go do tej pory prowokowali? 

To, niezgodne z oficjalnym prawem, zachowanie zwraca uwagę na jedną z prawd, którą propagandowe frazesy skrajnie liberalnego porządku wypierają z umysłów współczesnych ludzi: każdy człowiek jest nosicielem tradycji, a ta tkwi w nas o wiele głębiej, niż się wydaje specjalistom od socjotechniki. Sama przez się – niby jakiś niewidzialny, nieledwie materialny byt – istnieje nieskończenie i wiąże kolejne pokolenia w czasoprzestrzeni. Tradycji zaś trzeba bronić za wszelką cenę, kosztem popularności, narażając się na karę, czy nawet poświęcając życie, bo to. jedna z niewielu spraw, które nie dotyczą wyłącznie jednostki w jej krótkim przecież wymiarze życia, ale rozciągają się w przeszłość i mają skutki w przyszłości naszych dzieci i ich dzieci.

Cały artykuł w numerze 4/2007 ?Tradycji?, kontakt z redakcją: etradycja@gmail.com 

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

More Stories From Archiwum

About Jerzy Terpiłowski

Polski pisarz, eseista, dramaturg, tłumacz. Laureat Nagrody Ministra Kultury (2004) oraz Medalu Prymasa Tysiąclecia (2001). Organizator i prezes Stowarzyszenia "Pospolite Ruszenie" dla Ochrony Tradycji Polskiej, redaktor naczelny miesięcznika kulturalno-społecznego "Tradycja". Członek Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.