/> Jerzy Terpiłowski – Tradycja – Tradition
Go to ...

Tradycja - Tradition

Pismo - Forum światopoglądowe

About Jerzy Terpiłowski

Polski pisarz, eseista, dramaturg, tłumacz. Laureat Nagrody Ministra Kultury (2004) oraz Medalu Prymasa Tysiąclecia (2001). Organizator i prezes Stowarzyszenia "Pospolite Ruszenie" dla Ochrony Tradycji Polskiej, redaktor naczelny miesięcznika kulturalno-społecznego "Tradycja". Członek Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Posts by: Jerzy Terpiłowski

agent

PISIE NASZ

Z raportu agenta dalekowschodniego kraju: „Znana z okładek czasopism i ekranów telewizyjnych pani Beata zdobyła znaczną popularność w niektórych kręgach polskiego społeczeństwa, lansując hasło Polski Zwykłych Ludzi. Objawiła zamiłowanie do hazardu, obstawiając w Brukseli wyeliminowanie z władz UE zdolnego skądinąd futbolisty, pana Tuska. Obecnie, pomimo eksponowanego stanowiska w rządzie pana Mateusza, no wiecie, syna tego pana Kornela, nie bierze udziału w politycznym harmiderze. Uważa się jednak, że jeżeli zajdzie potrzeba, nie odmówi panu Jarosławowi i skoczy z bombą w rękach na krążownik wroga”. Kliknij i czytaj dalej…

stalin

Chichot z piekła

Było wiadomo, że w 1944 roku mocarstwa Zachodu nie sprzeciwią się temu, że wojska radzieckie, wkraczając w granice II Rzeczypospolitej, zawłaszczą jej terytorium. Rosja Stalina – licząc się z późniejszą zmianą takiego stanowiska – dokładała starań, aby przy okazji pochodu na Berlin podporządkować sobie na zawsze Polskę, bo ta wpadała jej w ręce bezbronna jak nigdy. Pozostawało tylko pomyśleć o takim wytłumaczeniu postępującej dominacji, które spotkałoby się z akceptacją rządów, a nade wszystko prasy i opinii publicznej krajów koalicji antyhitlerowskiej, do której Polska, bądź co bądź, ciągle należała. Dlatego – antycypując niejako postanowienia konferencji jałtańskiej (luty 1945) i poczdamskiej (lipiec-sierpień 1945) – think tanki Kremla (a może sam Stalin?) wymyśliły strategię, opartą na genialnym manewrze, oddania władzy w „wyzwalanej” Polsce jej żydowskim obywatelom (a także własnym tego pochodzenia i rdzennym Rosjanom), którzy przeżyli zagładę, ewakuując się w 1941 roku w ślad za armią radziecką w głąb Rosji.
Przez tereny II Rzeczypospolitej przetaczały się jeszcze największe armie świata, a już w ślad za nimi rozpoczynał się pierwszy akt oszukańczej inscenizacji moskiewskiej megaprodukcji odgrywanej według dokładnie przemyślanego i precyzyjnie realizowanego scenariusza.
(Kliknij na tytuł i czytaj dalej…)

Praying Woman

„Imperium obłudy” (fragment)

Niedzielny ranek w El Paradiso był prawdziwie odświętny. Lekki wiaterek rozwiał mgłę i słońce przygrzewało akurat na tyle, aby zachęcić rozespanych ludzi do życia. Pachniały kwiaty otrząsające się z kropel rosy, a ptaki ,,głosiły chwałę Pana” radośniej niż zwykle. George O`Connor obejmował zachwyconym spojrzeniem twarz Beatrice siedzącej po drugiej stronie stolika zastawionego śniadaniem. Odwzajemniła spojrzenie uśmiechem.
– Mamy tu kościół, może chcesz być dzisiaj bliżej Boga? – spytała.
– Bóg jest wszędzie, gdzie pięknie – oświadczył pisarz. – Nie ma tam zbyt wielu ludzi. W twoim towarzystwie także odczuwam jego obecność…
Na twarzy dziewczyny odmalowało się zakłopotanie.
– …ale oczywiście chętnie pójdę z tobą – dodał pośpiesznie George.
– Trzeba chodzić do kościoła – stwierdziła Beatrice. – Jeżeli chcesz iść ze mną, to zróbmy to zaraz po śniadaniu. Będzie El Padre.

(Kliknij na tytuł i czytaj dalej…)

prezes-czerwinski-w-dybach

Zbigniew Czerwiński

W czasie trwania tegorocznych Warszawskich Targów Książki rozmawiam „na koronie” Stadionu Narodowego ze Zbigniewem Czerwińskim – prezesem wydawnictw Bellona i Świat Książki oraz szefem rady nadzorczej spółki „Targi Książki”

To człowiek-dynamit. Obdarzony niesamowitą energią działania, a zwłaszcza zmysłem organizacji. Przejął jedno z wydawnictw, kiedy na skutek błędnych posunięć poprzedniego kierownictwa, było na skraju bankructwa. Nie myśli jednak o sobie jako o mężu opatrznościowym polskiego edytorstwa i – kiedy trzeba – potrafi okazać wiele ujmującego i dowcipnego dystansu do samego siebie. Nie znosi atmosfery koturnu, zwłaszcza tam gdzie ocieramy się o bardzo przyziemne sprawy, jak polityka czy tzw. wyścig szczurów. Określa się jako buntownik, który bez oglądania się na stosunki i układy proponuje i wdraża skuteczne metody zarządzania i polityki przedsiębiorstw. Cieszy się z sukcesu, jakim okazało się przejęcie Targów Książki od Ars Polony, a następnie zlokalizowanie ich na Stadionie Narodowym.
– Tyle tu miejsca – mówi.
– Ale czy akustyka stadionu piłkarskiego, te potężne nagłośnienia i echa rozchodzące się z różnych stron, spotęgowane wrzaski, nie mówiąc już o paraliżującej – moje przynajmniej wrażenia słuchowe – muzyce bitowej, sprzyjają sztuce, którą jest z pewnością literatura? Może potencjalny czytelnik chciałby zaszyć się gdzieś w ciszy i posmakować treść książki?
– Może, ale z drugiej strony przychodzi tu mnóstwo młodych ludzi, chcemy ich przyciągnąć, a oni przywykli do wrzawy i tak naprawdę nie wiemy, czego słuchają, czytając nawet poważną literaturę.

Pan Zbigniew to także historyk akademicki. Chyba jedyny cywil, który po zatrudnieniu się w przedsiębiorstwie państwowym wystąpił o przyjęcie do armii. Było to posunięcie taktyczne, bo jako oficera WP lepiej tolerowali go pułkownicy niemrawo zarządzający MON-owską Belloną. W obu kierowanych przez siebie wydawnictwach, oprócz prężnego zarządzania niekierowanego na finansowe zyski, poświęca wiele uwagi współpracy z tymi, z których praktycznie – zważywszy na specyfikę edytorstwa jako takiego – owe przedsiębiorstwa żyją i na których zarabiają.

(Kliknij na tytuł i czytaj dalej…)

swiderek

Dorota Świderek

Podczas Warszawskich Targów Książki rozmawiam z p. Dorotą Świderek – prezes Oficyny Wydawniczej RYTM. Niewielkie stoisko usytuowane w doskonałym miejscu, niedaleko wejścia na główny krąg targowy, jest oblężone przez tłum czytelników wyrywających sobie dosłownie z rąk egzemplarze mało dotychczas znanych prac Dołęgi-Mostowicza, jedyną w swoim rodzaju opowieść o Rozalii Lubomirskiej, Polce zgilotynowanej w czasie rewolucji francuskiej oraz inne tytuły wydane w tym roku przez wydawnictwo. Pani Dorota powitała z ulgą moje punktualne przyjście na umówione spotkanie i zaprosiła „na koronę” Stadionu Narodowego, jedyne miejsce podczas tegorocznych targów, w którym można było posiedzieć tête-à-tête, na widoku wszakże, bo jakkolwiek owych wmontowanych rzędami fotelików jest tam dziesiątki tysięcy, to jednak dzięki rozproszeniu pośród nich nie za dużej liczby odpoczywających gości oraz konferującego personelu targów, można było uzyskać tam jaką taką prywatność.

Rozmawialiśmy wpierw o Władysławie Kopalińskim, którego opasłe dzieło Słownik mitów i tradycji kultury towarzyszy mi w mojej literackiej pracy od kilku dekad. Ileż to razy ta świetna książka ratowała mnie od kompromitacji, kiedy chcąc odwołać się do znanego mi wydarzenia z przeszłości Europy, nie byłem pewien, czy dobrze zapamiętałem jego znaczenie. Okazało się, że Rytm opublikował 11 z 14 napisanych dzieł tego erudyty w jednej serii. I od razu jakoś tak wyszło, że zaczęliśmy rozmawiać o ulubionych książkach jak dwoje dobrych znajomych. Pamiętacie, jak się kiedyś rozmawiało z kimś, kto wie, co czytać i pochłania literaturę jak wyborne dania serwowane na różne okazje? Przecież te wszystkie cudowne serie wydawnicze były wtedy jak odwiedziny innego świata, do którego przez kuratelę Moskwy nie mieliśmy na żywo dostępu, kiedy nie było jeszcze w Polsce Internetu, a reżimowa TVP dawała ci głównie to, co służyło propagandzie?

– Zaczęłam czytać w wieku 4 lat – mówi pani Dorota.
– A co to była za lektura? – Pytam.
– Lokomotywa Tuwima, ale zaraz potem Chata wuja Toma.
– U mnie było podobnie, tylko że rozczytałem się chyba na lekturze Ogniem i mieczem. Ale wie pani co? Mój czterdziestoletni siostrzeniec twierdzi, że to trudna powieść, bo jest w niej wiele wątków, na których trzeba skupiać uwagę.
– Takie opinie i takie rozeznanie w literaturze jest niestety dość powszechne… Z jednej strony Internet sugerujący łatwe odpowiedzi, a z drugiej – przytłaczający indywidualność walec komercjalizacji.

(Kliknij na tytuł i czytaj dalej…)

ujrzanow_dziecko

“Ujrzanów” (fragment)

“Ube zjawiło się jednak pewnej nocy w domu na Brzeskiej 63, a wszystkim lokatorom wydało się, że znowu lecą bomby. Łomot dochodzący z parteru od frontu był tak głośny, że nie mogło to być nic innego jak tylko walący się ganek. Oprzytomniałem pierwszy i miałem czas, aby zrozumieć skąd pochodzą hałasy. Sypialnia pogrążona jest w tak gęstej ciemności, że nie widzę nawet własnych myśli. (…)”

(Kliknij na tytuł i czytaj dalej…)

dni-b-1

Dni Beethovena – cz. 1 (Opowieści “Z ubiegłego wieku”)

“Dni Beethovena” to pierwszy tekst z cyklu opowiadań “Z ubiegłego wieku” Jerzego Terpiłowskiego. Publikowany wyłącznie w “Tradycji”. Zapraszamy do lektury, która przeniesie Państwo do wczesnych lat 60. XX wieku. Naszym zdaniem to prawdopodobnie pierwsza, wolna od wszelkich manier i wykrzywień relacja o PRL widzianym i przeżywanym przez człowieka, który (wewnętrznie przynajmniej) pozostawał od urodzenia znakomicie wolny. Zapraszamy do lektury! (Kliknij na tytuł i czytaj dalej…)

dni-b-2

Dni Beethovena – cz. 2 (Opowieści “Z ubiegłego wieku”)

Kabriolet, dwoje ludzi. Pasażer wysiadł i wszedł do hotelu. “Znam go skądsiś, aha, boksował w tej samej klasie klubowej, co ja” Dziewczyna za kierownicą patrzyła Westernowi prosto w oczy. Odwzajemnił jej spojrzenie i popatrywali tak na siebie dobrą chwilę, a potem ona wrzuciła wsteczny bieg, wyjechała pod kamienicę i z piskiem opon ruszyła ku śródmieściu. “Z filmu. Pewnie przyglądali się całemu zdarzeniu z Tumów. Tak, to ten, dwa lata temu trener poddał mu mnie walkowerem, bo tuż przed spotkaniem zwichnąłem nogę w kostce. Skąd on tutaj? A ta dziewczyna? Aktorka? Piękna!”
(Kliknij na tytuł i czytaj dalej…)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dni Beethovena – cz. 3 (Opowieści “Z ubiegłego wieku”)

W końcu Western nic nie powiedział, ale że nie chciało mu się samemu iść na drugi koniec miasta, odpuścił tę prywatkę i znowu poczuł niedosyt, bo nie wiedział, jak by było, gdyby poszedł. Przed samym zmierzchem zapowiadało się na jeszcze gorzej. Podszedł do nich w kawiarni kierownik hotelu, zaaferowany jakiś i czerwony na pysku z nakręcenia. Myśleli, że zakaże grać w brydża, ale nie.
– Panowie wywiesili to ogłoszenie na drzwiach?
“Będzie chryja!?”
– A co tam napisano? – Zapytał Pajajek po chwili ciszy.
– Nie, nie. Może wisieć. Potrzeba mi kogoś, kto zna angielski, mam gości, zgubili się i pytają o coś, a ja nie rozumiem.
– Mogę pogadać, jak pan chce – zgłosił się Western. -Moja babcia była… eee?
– Amerykańską komunistką – wrzucił Pajajek…
(Kliknij na tytuł i czytaj dalej…)

Szał

Szaleństwa Marianny

Pewna gwiazda “ze stajni” Janusza Korwin-Mikkego bulwersowała niedawno opinię publiczną treściami w stylu: “Łysi mają za dużo testosteronu, studiowałam, więc wiem. Są agresywni, kłamliwi, wszczynają wojny. Uwodzą miliony niewinnych dziewcząt, poniewierają nimi i gwałcą. W studiu TVP profesor skrywający łysinę pod peruką patrzył, jakby chciał mnie obrzezać. Powinno się zdelegalizować łysych. Wolę być postrzegana jako łysofob niż paść ofiarą któregoś z nich. Zwłaszcza, że mężczyźni z wiekiem łysieją”.
Nie będę jej robił reklamy, wymieniając nazwisko, bo im prędzej przygaśnie, tym lepiej. Na imię ma Marianna…
(Kliknij na zdjęcie i czytaj dalej…)

Older Posts››