Księgarnia - zapraszamy!

Reklama

Reklama

Reklama
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDziś11
mod_vvisit_counterWczoraj404
mod_vvisit_counterW tym tygodniu415
mod_vvisit_counterW poprzednim tygodniu151
mod_vvisit_counterW tym miesiącu566
mod_vvisit_counterRazem170566

Liczba gości na stronie

Naszą witrynę przegląda teraz 1 gość 
Tradycja - światopoglądowe forum polskiej inteligencji
Drukuj Email

Zespół redakcji Tradycji  dąży do przywrócenia tych wzorów myślenia i działania, które niegdyś stworzyły z  Rzeczpospolitej europejskie mocarstwo. Wzory te, czyli tradycja narodowa, do dziś są naszą największą siłą i to one - a nie terytorium - w Europie bez granic pozostają naszą nienaruszalną ojczyzną. Agendy Unii Europejskiej popierają tradycje, ale dbać o nie muszą same narody.
W radzie programowej “Tradycji” zasiadają m.in.: prof. Marek Jan Chodakiewicz – The Institute of World Politics, Washington, Janusz Odrowąż-Pieniążek - dyrektor Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie, prof. Wiesław Jan Wysocki - Uniwersytet im Kardynała Stefana Wyszyńskiego,  dr Bohdan Urbankowski - poeta i publicysta  i Jerzy Terpiłowski - pisarz.

Prof. Marek Jan ChodakiewiczJanusz Odrowąż-Pieniążekprof. Wiesław Jan WysockiBohdan UrbankowskiJerzy Terpiłowski

 

 

 

 

Poszukujemy strategicznego partnera w celu rozszerzenia dzialalności i zwiększenia nakładu. 

 
Cuchnące danie z TVN Drukuj Email

Za pośrednictwem TVN niejaki Dariusz Baliszewski, autor nieprawdziwej historii Polaków1, podrzucił tymże na świąteczny stół paskudnie woniejącą fantasmagorię na temat narodowej tragedii, jaką była przedwczesna śmierć Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych i premiera Rządu na Uchodźstwie podczas II wojny światowej, generała broni Władysława Sikorskiego. Moich Rodaków przez trzy kolejne świąteczne dni, w porze wczesno obiadowej raczono sensacyjnymi wątkami, z których miało wynikać, że nie było katastrofy gibraltarskiej, a tylko jej inscenizacja wyreżyserowana przez brytyjskie służby specjalne po to, aby ukryć faktyczny zamach na polskiego męża stanu, dokonany, co gorsza, rękoma jego podwładnych.
Przypomnijmy za Wikipedią, że w styczniu 2009 ogłoszono w Polsce raport z przeprowadzonej ekshumacji szczątków generała. Wykluczono w nim hipotezy o wcześniejszym zastrzeleniu, uduszeniu lub otruciu generała i stwierdzono, że śmierć Władysława Sikorskiego nastąpiła wskutek obrażeń wielonarządowych, typowych dla ofiar wypadków komunikacyjnych lub upadku z wysokości, a zatem najwcześniej w chwili uderzenia samolotu w wodę. Nie wykluczono również utonięcia jako współprzyczyny śmierci. W związku z tymi ustaleniami, kierujący zespołem badaczy dr Tomasz Konopka oświadczył, iż rozważanie innych sposobów wcześniejszego pozbawienia życia jego zespół uważa za bezprzedmiotowe.
To, ogólnie znane oświadczenie polskich uczonych, nie odstręczyło pana Baliszewskiego od opublikowania wyników swoich dociekań.
No cóż, każdemu wolno mieć własne zdanie. Więcej nawet: demokracja w swej obecnej, wątpliwej moralnie, formie dopuszcza, aby autor takiej opinii – wygłaszanej publicznie i upowszechnianej przez media – nie brał pod uwagę zasad wynikających z tradycji dominującej w jego środowisku, społeczeństwie lub narodzie, przez co forma przyjęta przez niego nie musi utrzymywać się w ryzach tzw. dobrego tonu i może zaprzeczać godności grupy, społeczeństwa lub narodu. Korzystając z reguł owej zasady demokratycznego wyrażania opinii, pan Baliszewski ma prawo wygłaszać, co mu tylko wyobraźnia na myśl podsunie. Ale odbiorcy mają to samo prawo i wobec tego pozwolę sobie stwierdzić, że autor trzyodcinkowego czarnego serialu „Generał” świadomie kłamie i całe to jego, z założenia niby to sensacyjne, dzieło w swej wieloznaczności umożliwia mi jako pisarzowi - a więc człowiekowi profesjonalnie wyczulonemu na podteksty w równym stopniu, jak historyk na brak logiki – wyrazić swą dezaprobatę.
Twierdzi pan Baliszewski, na przykład, że jako historyk przedstawia tylko fakty i nie wyciąga wniosków. Ale to nieprawda. Przeczy temu zarówno finalne stwierdzenie jakoby gibraltarska tragedia była zbrodnią zaplanowaną przez Brytyjczyków i wykonaną polskimi rękoma jak i towarzyszący owej narracji film przedstawiający między innymi drastyczne sceny mordowania generała i wiernych mu żołnierzy. A zwłaszcza w tej ostatniej sekwencji zarówno reżyser filmu, jak sam pan Baliszewski wykazali brak dostatecznej wiedzy o historii i kulturze Polski, o polskości i przez to ujawnili brak czegoś, co Dmowski nazywał instynktem narodowym, a nie dalej jak wczoraj, Andrzej Gelberg w rozmowie ze mną nazwał brakiem instynktu moralnego.
Niech będzie, tak czy owak - czasem drobny zdawałoby się szczegół świadczy bardziej o intencjach niż planowane przesłanie całego dzieła.
We wspomnianej scenie domniemani zamachowcy, polscy oficerowie, członkowie przedwojennej elity, która najczęściej rekrutowała się z ziemiaństwa (kamera pokazuje z celowym upodobaniem sygnety na palcach starców, z którymi po upływie kilkudziesięciu latach od gibraltarskiej tragedii autor przeprowadza wywiady) biorą dosłownie pod obcasy, flekują swe – już ranne - ofiary. Tymczasem sytuacja taka była nie do pomyślenia i wobec tego twierdzę, że przywołane zdarzenie mające rangę faktu (fałszywe, bo zaprzeczające powszechnie wyznawanemu przez polską kadrę oficerską II Rzeczypospolitej kodeksowi postępowania) jest pokazane z premedytacją.

Więcej…
 
Prawo do pogardy Drukuj Email

Niech historycy badają dalej archiwalne materiały. takie jak notatki moskiewskich generałów i niech odsłaniają bit po bicie  prawdziwą twarz zdrajcy. Sekret Poliszynela w sprawie Jaruzelskiego i tak już pozostanie w historii ku przestrodze następnych pokoleń, które, prędzej czy później. docenią swą polskość, wolność i tradycję. Teraz nie ma nim co zawracać sobie głowy. Nie ma sensu ani obrona. ani atak. Do historii przejdzie nikczemna próba zawiązania nowej Targowicy w wykonaniu generała i jego kompanionów. Próba żałosna, zaciemniona latami bezprawnego stanu wojennego, zamaskowana kłamstwami, paleniem akt, wykorzystywaniem narzędzi władzy już w quasi niepodległej Polsce. Utajniona przez poputczików moskiewskiego namiestnika, z którymi podzielił się władzą. Naród miał się wszak odp...ć  od generała. Odwróćmy ten postulat: Niech się wreszcie odpieprzą od nas wszyscy potencjalni Targowiczanie bez względu na proweniencję. Niech przestaną szczuć nas na siebie nawzajem, uczyć tolerancji, nawracać na bezwyznaniowość, wskazywać wzorce rzekomo skuteczniejszej tradycji. Nie czuję nienawiści do starca nad grobem, który pewnie uwierzył w swe kłamstwa o opatrznościowej roli. jaką miał rzekomo odegrać, ratując Polaków stanem wojennym od wojny domowej i od  interwencji swych przyjaciół Moskali, która – zakładając nieuchronność pierwszego nieszczęścia - musiała by w końcu nastąpić bez względu na to. jakby na rękę owych przyjaciołom nie była. Nienawiść, wbrew temu. co w nas przy każdej okazji wmawia GW (z wszystkimi licznymi przybudówkami) nigdy nie była polską specjalnością. a wręcz przeciwnie, jak pisze poeta: „najtrudniejsze ze wszystkich wybaczenie win.”
Niech więc sobie dogorywa, choćby i do lat stu niedoszły Targowiczanin w starczym przeświadczeniu o swojej wartości.
A jego obrońcy niech dalej jedzą polski bigos. skoro wzgardzili innymi narodowymi przysmakami.
Ale zastrzegam sobie prawo do pogardy.
Do niepodawania ręki, do odwracania się tyłem, nieprzyjmowania, nierozmawiania z ewidentnymi zdrajcami i od wewnątrz działającymi wrogami mego narodu. Toleruję jedynie fakt, że istnieją, tak jak trzeba okresowo znosić niedogodność istnienia  komarów lub much. Wszak Stwórca, w swej nieprzeniknionej mądrości i  temu wszystkiemu robactwu rolę jakowąś przeznaczył.
Czy wyrażone przeze  mnie zastrzeżenie mieści się w  kodeksie praw obywatela nowej Europy? - Jerzy Terpiłowski

 
Polska dusza Drukuj Email

 Opisując narodowe odrębności używamy na ogół stereotypów lub metafor. Uniknął tego Jerzy Terpiłowski w eseju Bagaż duszy (2002), a obiegowe terminy metafizyczne objaśnił naukową hipotezą. Szukając genius loci Warszawy (klucza do zrozumienia Polski), ujawnił między wierszami, i w kontekstach to, co złożyło się na swoją własną tożsamość. Nie mogło być inaczej: wszak antenaci autora „już pod Grunwaldem stawali”, później inni byli marszałkami szlachty. Rodzina straciła majątki za udział prapradziadka Mikołaja w Powstaniu Styczniowym, dziadek Józef był pierwszym dyrektorem policji II RP, brat dziadka, Marian – jednym z jej prokuratorów, a ich siostra, Julia – pisarką krzewiącą narodowe treści. Ojciec Terpiłowskiego, tuż przed wojną, zaczynał karierę państwowca. Wszyscy oni przekazali Jerzemu w spadku wzory myślenia i działania – ów tytułowy bagaż. Ze stron książki  blisko do powszednich Polaków, chociaż pokazany w niej kształt tożsamości, niektórym może wydać się nieco staroświecki.
   Rafał Ziemkiewicz w książce Polactwo (2004), nie operuje poetyckimi eufemizmami, zastrzega się także, iż nie pisze o narodowym charakterze Polaków i z pasją rzuca na papier coś, co ilustruje stan jego świadomości, nie dość jednak dojrzałej, żeby można ją było nazwać bagażem duszy. Nie do końca zdaje się być pewien duchowych wartości odziedziczonych po przodkach (nieco wstydzi się chłopskiego pochodzenia, dając jednak liczne dowody szacunku dla ojca i dziadka). Powtarza pod adresem Polaków wiele słusznych ostrzeżeń formułowanych przez klasyków endecji, ale robi to tak, jak inni zwalczają polskość, bo - ponoszony prawdopodobnie szlachetną emocją - nadużywa uogólnień, przekraczając zakreśloną przez się granicę. W medialnej dyskusji o pracy Ziemkiewicza podnoszono najróżniejsze argumenty za i przeciw. Co do mnie uważam tylko, że większość słusznej krytyki w Polactwie autor powinien adresować do tak zwanych elit.
      Książką wprost odwołującą się w tytule do wspomnianej na wstępie metafory tożsamości narodowej, jest wydany w 2008 roku Esej o duszy polskiej, Ryszarda Legutki. Znajdujemy tu wiele słusznych i błyskotliwych spostrzeżeń, takich jak na przykład to o upowszechnianiu poglądu „iż komunizm był na tyle dobry, o ile walczył z nacjonalizmem, a o tyle zły, o ile mógł być połączony z nacjonalizmem”, że po uwolnieniu się od komuny „cały impet krytyczny i demaskatorski nowej władzy nie szedł przeciwko komunizmowi i komunistom lecz przeciwko narodowi”, że negowano rację istnienia narodu polskiego, zastanawiając się, czy nie zastąpić go społeczeństwem (najlepiej obywatelskim), że wykorzystywano tradycję węższą (małe ojczyzny) przeciw tożsamości szerszej – narodowej, że w warunkach wychowania klasycznego „dzieła były tymi, z których czytelnik się uczy i na których się wychowuje a (obecnie) ... są to dzieła, o których młody człowiek się uczy ale, które nie pozostają w żadnym związku z wychowaniem, o ile nie potwierdzają obowiązujących aktualnie poglądów”. Profesor przyznaje, że jego rodzina “nie miała wiele wspólnego z inteligencją”, a zatem wspomniane odcinanie się od nowohuckiej subkultury wynikało zatem bardziej z kompleksu niższości wobec krakowskiego środowiska niż z rozpoznania różnic w eschatologii. W reasumpcji eseju Profesor oświadcza, że „nie ma powodu sądzić, iż zatrzymaliśmy się jako naród na pewnym poziomie rozwoju i dalej nie ruszymy”.
   Cieszę się z tego, ale muszę stwierdzić, że drogowskazy wytyczył mało czytelnie, ich fundamenty słabo osadził w podłożu, a cały esej traktuje bardziej o tożsamości samego Profesora oraz o środowisku, w którym pozostawał, niż o duszy narodu. Pisze właściwie o społeczeństwie, które - żeby funkcjonować - duszy mieć nie musi, a utożsamianie go z narodem dogadza na ogół elicie władzy.

Więcej…
 
 

Zareklamuj się w "Tradycji"!

Promocja! Tylko do 30.04.2010. upust 30%!
Czas zamieszczenia reklamy od 1 miesiąca nawet do 3 lat. Skontaktuj się z redakcją: etradycja@gmail.com

Stwórz własny blog!

Reklama

Galeria

Reklama