/> Tradycja – The Tradition – Pismo – Forum światopoglądowe
Go to ...

Tradycja - The Tradition

Pismo - Forum światopoglądowe

Od redaktora

terpilowskiWczesną wiosną 2020, jakbyśmy nagle zachłysnęli się codziennością samych siebie. Domorośli prorocy wieszczą apokalipsę, trzecią wojnę światową, coraz to inna asteroida zagraża Ziemi, rozgorączkowani ludzie, politycy snują domysły przyczyn i skutków katastrofalnego kryzysu spowodowanego przez grasującego na wszystkich kontynentach niewidzialnego regulatora, który chwyta znienacka za gardło kolejne miliony, grożąc przedśmiertną torturą powolnego topienia. Padają oskarżenia, bezradni decydenci na gwałt umacniają się we władzy rozdając wiernym resztki przywilejów, a poddani, zwani – dla śmiechu chyba -„suwerenem”, zaczynają dostrzegać bezsens i bezprawie ich rządów.
(Kliknij na tytuł i czytaj dalej…)

Opinie

Róża i świat

Nie czas żałować róży, kiedy płoną lasy
Nie czas lasów żałować, kiedy płonie świat (…)
Jednak żałuję róży i płaczę nad sobą…

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, “Róża i świat”

Przemiany zachodzące we współczesnym świecie coraz bardziej obnażają kruchość człowieka w konfrontacji z siłami natury. Tajfuny, huragany, powodzie niszczą dorobek życia, a nawet to życie zabierają. Do tego dokłada się również sam człowiek, wzniecając rebelie lub wojny. Zarówno jedne, jak i drugie, potrafią zniszczyć zaledwie w ciągu kilku dni nawet kilkadziesiąt tysięcy istnień ludzkich. Z uwagi na masowość tych zdarzeń zdążyliśmy się już do nich przyzwyczaić.
(Kliknij na tytuł i czytaj dalej…)

Raport z oblężonego miasta Los Angeles

Zachodnia cywilizacja z chwilą konwersji w globalną cywilizację dzięki m.in. Internetowi straciła swe tradycyjne wartości chrześcijańskie, a „zyskała” wartości typu „chciwość jest dobra” (greed is good). Dawniej, co było dobre dla społeczeństwa, było dobre dla biznesu. Teraz jest odwrotnie, ale społeczeństwo poniżej wysokiej klasy z tym się nie godzi i buntuje. W dodatku Internet zorganizował „masy” i nie da się go (na razie) kontrolować w naszej cywilizacji, jak ma to miejsce w chińskiej. Wszak noblistka Olga Tokarczuk twierdzi, że „Internet to opowieść idioty”. Natomiast głównym powodem chylenia się naszej cywilizacji jest fakt, że jak jesteśmy biedni, to jesteśmy mądrzy, a jak jest nam lepiej, to głupiejemy. Zwłaszcza nie zdają egzaminu liderzy polityczni, ponieważ komplikacja wyzwań społeczno-ekonomicznych jest olbrzymia i przerasta ich zdolności rozwiązywania problemów. Ale nie tylko ich. Szczególnie telewizyjnych publicystów, którzy dla podwyższenia oglądalności, promują konflikty i spotkania z celebrytami, z którymi można poplotkować i posłuchać jakichś „głupot”.

(Kliknij na tytuł i czytaj dalej…)

Socjopatria

George Orwell trafił w dziesiątkę problemu, wieszcząc w powieści “Rok 1984”, iż nowomowa – tworzona w celu wprowadzenia w świadomość poddanych treści potrzebnych władcom – opanuje prędzej czy później wszelkie obszary ludzkiego myślenia. Umysły obywateli Wspólnoty Socjalistycznych Narodów odczuły na własnych zwojach mózgowych indoktrynację utrwalonymi w świadomości pokoleń pojęciami, którym specjaliści od socjotechniki nadali nowe znaczenie. Proceder ów przekroczył jednak określoną przez pisarza cezurę czasową obwieszczoną w tytule książki i rozwija się bez większych przeszkód również we Wspólnocie Narodów Demokratycznych.
(Kliknij na tytuł i czytaj dalej…)

Polskie piekło

“Polskie piekło” to termin podsuwany na tacy umysłowym leniom albo dziedzicznym kretynom, którzy nie rozumieją, że tym, co dzieje się wokół nas, z reguły steruje ktoś inny. I że to, co w rezultacie postrzegają i osądzają, wynika w znacznej części z socjotechnicznie skrzywionego obrazu prawdziwej rzeczywistości. Tacy ludzie nie są w stanie wypracować samodzielnie własnego zdania na temat owego dziejstwa w apriorycznie zafałszowanym świecie. Wygłoszenie zaś opinii o polskim piekle nobilituje mówcę, automatycznie wywyższając go nad naród, który rzekomo to piekło stwarza.
(Kliknij na tytuł i czytaj dalej…)

Literatura

Niebo-piekło (z fragm. powieści “Ujrzanów” – według notatek pewnego dziecka)

Mama mówiła:
– Diabeł gmatwa los ludzi, aby się nie znudzili szczęściem, to fałszywy adwokat, który powiada, że wszystkim należy się tyle samo, kobieta jest taka jak mężczyzna, a każdy powinien robić to, na co ma ochotę.
– Już wiem! I jak dziecko się rodzi, to diabeł zatruwa jego umysł odrobiną piekielnego dziegciu – krzyczę. – I ono musi być złe.
– Eee! Diabeł chyba powoduje większe nieszczęścia. W każdym razie, ponieważ czyni zło, to jest w czym wybierać. A od takiego wyboru zależy kim człowiek będzie. Twój dziadek pisał: „Albo wzniesie się ponad horyzont życia, aby szukać źródła mocy, albo popełznie w błocie, wierząc, że żyje się raz. Będzie dla ludzkości szansą, albo jej tragicznym fatum. Może uwiecznić swe imię szlachetnym czynem, powieść innych ludzi ku światłu. Ale może także przebyć przeznaczoną sobie przestrzeń jak plażę zalewaną przyborem wód, nie odcisnąwszy na niej śladów stóp i pozostawić swe zadanie nie rozpoczęte do spełnienia następcom. Będzie panem czynu lub niewolnikiem pustki. A nikt za niego nie wybierze między dobrem a złem”. A ty, kim chcesz być?
– Chcę wiedzieć wszystko i być panem czynu! (Kliknij na tytuł i czytaj dalej…)

W drodze do Emaus

Wedle fragmentów powieści „Imperium obłudy” Jerzego Terpiłowskiego – bestsellera z 1995 roku, tłumaczonego na wiele języków
Andrzej S. Piargiewicz
***
Właściwie każdy wątek zawarty w tej powieści, wydanej w Polsce w 1995 roku stanowi sprawdzającą się prędzej czy później przepowiednię. Tak było z opisem lotniczego ataku na dwie wieże Manhattanu, który miał przecież miejsce sześć lat po napisaniu książki, z przywołaniem kilku technicznych urządzeń, które weszły w życie sporo czasu później, określeniem „zderzenie cywilizacji” wyprzedzającym wypowiedź Samuela Huntingtona, przewidzeniem terrorystycznego napięcia ogarniającego ludzki świat, kształtu gospodarczo-politycznych przemian, a wreszcie odkryciem wirusa zagrażającego ludzkości, szczególnie w krajach posteuropejskich oraz przemian świadomości wiodących do powstania nowej religii, a właściwie zapowiedzi formowania się całkiem innej niż dotychczasowa umowy cywilizacyjnej gatunku homo sapiens.
Jesteśmy w drodze do Emaus. Wątpimy w zmartwychwstanie, rozdarty świat wartości w konwulsyjnych zmaganiach przedstawia propozycje inne niż te, które pozostawił nam Nauczyciel. Czy jednak idzie z nami?
(Kliknij na tytuł i czytaj dalej…)

Z szacunku dla rzeczywistości, czyli fenomen Rymkiewicza

Jarosław Marek Rymkiewicz, podczas uroczystości wręczenia mu wyróżnienia pod nazwą STRAŻNIK PAMIĘCI, mówił m.in., że rozmyślania o przodkach doprowadziły go do dręczącego go od dawna pytania: Kim jestem? Trochę jestem Niemcem – wyznawał – trochę też Litwinem, trochę jestem Tatarem, trochę też Francuzem, może i Rosjaninem, ale tego nie jestem pewien, trochę jestem luterański, trochę kalwiński, trochę prawosławny, ale i owszem także rzymsko-katolicki i trochę – co wynika z mojej tatarskości – trochę mahometański. Ale jedną rzeczą, która jest pewna, jest to, że nie ma we mnie ani kropli krwi polskiej. – No to dlaczego jestem Polakiem i czy jestem Polakiem? – zastanawiał się, dodając, że nigdy do polskości nie aspirował, ani też jej nie wybierał. – Stało się tak dlatego, że jako mały chłopiec na tajnych kompletach recytowałem polskie wierszyki i śpiewałem polskie piosenki patriotyczne i nie zadawałem sobie wówczas pytania „kim jestem?” Zacząłem je sobie zadawać znacznie później.(…)
(Kliknij na tytuł i czytaj dalej…)

Artykuły

Na fot. Marguerite Świrczewska

Duma biało-czerwonej peonii

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Anię – córeczkę Ewy, której moja wujeczna siostra nie mogła się doczekać przez wiele lat – dziewczynka była jeszcze niespełna dwunastoletnim dzieckiem. Jej typowo polska uroda – czerwone usteczka, oczy koloru błękitu kaszmirskiego, włosy niby złota sandomierska pszenica – w Waszyngtonie, w stolicy wielkich Stanów Zjednoczonych Północnej Ameryki, była ewenementem. Ania znała polski, ale łatwiej się nam rozmawiało po angielsku. Zadała mi od razu mnóstwo pytań, na które w większości sama sobie odpowiadała, nie czekając na moją reakcję. Niektóre uderzały wnikliwością, tak jak to, które szczególnie zwróciło moją uwagę.
– Ciociu, a dlaczego mam być dumna z tego, że jestem Polką, skoro jestem Amerykanką? (…)

Przyznać muszę szczerze, że byłam w kłopocie. Jak tu wytłumaczyć ślicznej, kochanej Ani, że duma amerykańska to nie to samo, co polska duma, że to jakby inny świat, etc. I czy mam w ogóle prawo ingerowania w jej świadomość? (…)

Wobec tego przytuliłam ją do siebie i zaczęłam opowiadać trochę zmienioną historię Małego Księcia. Byłam jak muzyk improwizujący na temat znanego utworu, który – utrzymując nastrój – wzbogaca go swoją wrażliwością. Zmieniałam tekst “Małego Księcia” mojego kochanego Saint Exupery’ego wedle fantazji w celu pokazania Ani na tym przykładzie polskiej dumy, czy honoru, jak kto woli. Przerobiłam opowiadanie o róży na opowiadanie o peoniach, bo jest to mój ulubiony kwiat i dało mi to możliwość pokazania nie jednej, a trzech różnych kobiecych osobowości:
– próżnej i egoistycznej o cechach narcystycznych – peonia czerwona,
– zdolnej do kompromisów – peonia biała,
– i wreszcie osobowości niezależnej, myślącej o innych, biorącej na siebie odpowiedzialność za własne decyzje, niezważającej na niebezpieczeństwa, nawet utraty własnego życia, jak peonia biało-czerwona.
(Kliknij na tytuł i czytaj dalej…)

Herbert na czasy zarazy, czyli “NIE” jak “NIEpodległość”

Dekalog jest oparty na „Nie” – przypominał Poeta, gdy spotkał się z pytaniem, dlaczego to słowo tak często pojawia się w jego wierszach. O wadze słów i symboli świadczą najdobitniej… ich kradzieże. Przeciw nowej, świetlanej przyszłości wiezionej na sowieckich czołgach wystąpili niegdyś najdzielniejsi z dzielnych tworząc organizację NIE, czyli NIEpodległość. Generał Fieldorf i rotmistrz Pilecki zostali zamordowani przez najpodlejszych z podłych. Spadkobiercy morderców przejęli znak, który miał się odtąd kojarzyć z ich światem: powołali do istnienia pismo „NIE”. Takie przykłady można mnożyć: ileż to razy patrzymy ze zgrozą na sponiewierane idee, więzi, znaki. W chwili, gdy wybuchła w Polsce „Solidarność”, Herbert wracał na „kamienne łono ojczyzny” pełen nadziei. Według relacji bliskich mu osób ani przedtem, ani potem nie był tak szczęśliwy. W roku 1994 w wywiadzie dla „Tygodnika Solidarność” wyrażał już jednak swój wielki niepokój o przyszłość Polski: „Obawiam się, że zupełnie zidiociejemy. Nie wiem, czy nie jest na to zbyt późno, ale powinniśmy rozpocząć nowoczesną edukację narodową – bez kompleksów”. Wówczas już gromadziły się nad poetą czarne chmury; mówiąc słowami jego wiersza „Koniec”: „jakby okazał się wrogiem rewolucji, a przedtem stał bezpiecznie w słońcu wodza”.

Dlaczego Zbigniew Herbert okazał się wrogiem rewolucji? Bo zrozumiał, co kryje się pod spodem. Czy tylko dlatego, że zrozumiał? Z pewnością nie – tego można się było spodziewać po kimś tak inteligentnym. Jego „ winą” było to, że nie zachował tych niebezpiecznych myśli dla siebie, ale postanowił podzielić się nimi z ludźmi nieświadomymi procesu wielkiej manipulacji. Czy mógł postąpić inaczej? I tutaj odpowiedź zawiera się w tym jednym małym słowie: Nie!
(Kliknij na tytuł i czytaj dalej…)

Powrót (wstęp do najnowszej pracy Jerzego Terpiłowskiego)

Gdyby jakiś uczony autorytet uniwersytecki objawił nagle światu, że wie, którędy ludzie mogą wrócić do biblijnego raju, to zarzucono by mu, że opowiada młodemu pokoleniu adeptów wiedzy głupoty i straciłby katedrę. Mógłby wprawdzie publikować pracę w odcinkach na portalach społecznościowych, powiesić kompletne dzieło traktujące o sprawie w Amazonie, albo rozwijać je w blogu, jednakże wedle powszechnej zgody, czy raczej zmowy naukowego świata, jego teoria trafiłaby na śmietnik, jako że tak naprawdę nikt powrotem do raju nie jest zainteresowany. Media skompromitowałyby autora w oczach tak zwanych prostych ludzi oraz zniszczyłyby jego wizerunek naukowy w opinii wykształconych snobów.
(Kliknij na tytuł i czytaj dalej…)