|
TRADYCJA - FORUM POLSKIEJ INTELIGENCJI
|
Poniedziałek, 09 Styczeń 2012 09:43 |
|
Rok Piotra Skargi
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej postanowił uczcić 400 rocznicę śmierci ks. Piotra Skargi. "Kapłan ten dzielnie słowem i czynem zabiegał o szacunek dla Ojczyzny i lepszy byt dla rodaków'' – czytamy w uzasadnieniu. To dobrze, ale czy wszyscy jednakowo rozumieją proroctwa tego wielkiego Polaka? A przecież jego słowa skierowane do ówczesnych elit: – Naród swój pogubicie… Będziecie... jako …ubodzy włóczęgowie, które popychać nogami tam, gdzie was pierwej ważono, będą – są znowu aktualne.
Redakcja "Tradycji" przypomina poniżej miniaturę literacką poświęconą księdzu z Mazowsza, zamieszczoną 12 lat temu w książce „Wielkość lub zguba" Jerzego Terpiłowskiego.
Piotr Skarga (1536-1612), jezuita, kanonik, kanclerz kapituły, królewski kaznodzieja. “Kapłan patriota” - pisał o nim Adam Mickiewicz. “I przez niego najlepiej został zrozumiany” - dodaje Wiktor Gomulicki. - “Skarga był prorokiem, prawie świętym, mieszkał w nim rycerz i bohater. Poprawiacz obyczajów, rzecznik społecznej i politycznej harmonii. Uważał, że miłość ojczyzny powinna być ideałem ludzkości. Z jego nauk, odradzająca się Polska może odnieść korzyść. Niesłychanie żywotny. W nim odbiło się wszystko, co miała Polska najświetniejszego. Mieszkał w celi, a bywanie u dworu nie uczyniło go dworakiem. Miłość bliźniego była jego ideą przewodnią, a czyny zgodne ze słowami i rychłe. Tworzył domy dla ubogich. Bywał lżony i czynnie napastowany. Złotousty bardziej myślą niż słowem, bo mówił prostym językiem, zrozumiałym dla wszystkich i nie kalał go ani wyszukaną metaforą, ani łaciną”.
Natomiast wedle Janusza Tazbira: Piotr Skarga był “szermierzem nietolerancji religijnej, pośrednim sprawcą upadku Polski. Choleryk, flegmatyków porównywał do “zmokłych kokoszy”, a ludzi “bez gniewu i gorącości” lekceważył. „Surowszy od reguł swego zakonu, chociaż trzeba przyznać, że łatwo wybaczał osobiste urazy.”
Punkt widzenia w ocenie naszego proroka zależy zatem wyraźnie od tego z jakim systemem wartości identyfikują się piszący o Nim. Podług mnie proroctwa Skargi nic nie straciły na aktualności. Mówił wszak do współczesnej mu klasy politycznej: “Naród swój pogubicie... i w obcy się naród, który was nienawidzi, obrócicie jako i innym się przydarzyło. Będziecie... nie tyle bez pana krwi swojej i bez wybierania jego, ale też bez ojczyzny i królestwa, wygnańcy wszędzie nędzni, wzgardzeni, ubodzy włóczęgowie, które popychać nogami tam, gdzie was pierwej ważono, będą”. O przeciwnikach religijno-politycznych: “Złe heretyctwo, ale ludzie dobrzy”. O państwie: “Szczęściem państwa są porządni, wierzący, spolegliwi obywatele, którzy doceniają jego starania, zachowują się stosownie i dbają o swój umysłowy rozwój. Wtedy i rządy są dobre, ludziom tym życzliwe”. Wedle zasady - takie macie, na jakie zasłużycie. “Chciwość, niezgoda, utrata wiary, osłabienie władzy, złe prawodawstwo i brak miłości chrześcijańskiej - przeszkadzają w utworzeniu takiego państwa”. Ale owo państwo powinno być katolickie, bo: “Natury heretyckie, będąc srogie i na krwi rozlanie okrutne i srogie, społeczeństwo ludzkie rozrywają a katolickie natury, będąc ciche i łaskawe, towarzystwu temu służą i one spajają”.
Czyż takie słowa, poparte własnym przykładem, powodują rozkład państwa? I czy takich ludzi dobiera sobie na doradców niefortunny władca? (Jerzy Terpiłowski, Wielkość lub zguba, Warszawa 2000.) |
|
Niedziela, 18 Grudzień 2011 17:46 |
|
Przełom epok
Niektóre choroby postępują wolno, w sposób niezauważalny dla pacjenta, aż nagle następuje nagły zwrot w tym procesie: zagrażające życiu ujawnienie się szeregu objawów. Mamy stan przełomu, którego kulminacją jest kryzys. Chory organizm motywowany najwyższą koniecznością obrony istnienia zwalcza jego przyczynę lub umiera. Podobny mechanizm miewa miejsce w procesach społecznych. Ludzie, zajmują się najczęściej powszednią krzątaniną i żyją zbyt krótko, aby postrzegać niektóre, niekorzystne dla nich zmiany następujące wolno w czasie dłuższym niż życie. Zwłaszcza, że dotyczą one bardziej sfery kultury niż materii. Jeżeli założyć, że przełomów społecznych nie powoduje niewidzialna ręka, ale jakieś światowe centrum decyzyjne, to działania wywracające do góry nogami istniejący porządek musiałyby być planowane na stulecia. Przykładem byłoby chociażby kiełkowanie rewolucji. Zaczynali teoretyzujący socjaliści, przyśpieszyli program komuniści a wykonali bolszewicy. Może wzorem takiego działania byłby judaizm. Zadania realizowane przez kilka tysięcy lat, mniej lub bardziej świadomie, przez jego wyznawców. Plan, którego twórcy i wykonawcy nie liczą się z niczym, na zasadzie podstawowego prawa regulującego działanie organizmu żywego - wszystko albo nic. Józef Piłsudski był z pewnością pod wrażeniem jego siły, formułując hasło wielkość lub zguba [1], które jako przesłanie pozostawił Polakom. Plan oparty na takiej zasadzie zakłada, że kiedy jesteśmy słabi, to trzymamy się razem w odosobnionych dzielnicach i pełzamy, cal po calu, gromadząc środki na okupienie, utrzymanie się czy budowanie ekonomicznych podstaw przyszłości naszych dzieci. Jeżeli jednak osiągniemy przewagę, to maszerujemy, zdobywając świat i tworzymy dla naszych wrogów getta. Jest to jednak strategia, która – zastosowana totalnie - w przypadku niepowodzenia może spowodować zniszczenie ziemi lub konieczność emigracji ludzkości na inną planetę. Zmiany przełomu epok nie są obliczone na dni, tygodnie, miesiące a nawet lata, i... właściwie nikt nie wie, w jakim kierunku się rozwiną, bo wcale nie musi to być kontynuacja tego co się nasila w epoce, ale wręcz coś, co w niej pączkowało, wykluwało się. Uświadamiając sobie taką prawidłowość można – traktując instrumentalnie innych ludzi, a nawet całe społeczeństwa - wyprowadzić je w pole. O ile tylko nie mają odniesienia w tradycji przetrwałej na skutek oddziaływania więzów świadomości, relacji przodków, dzieł historycznych opracowywanych przez członków tego samego narodu, a może nawet czegoś, co jeszcze nie poddało się do końca wiedzy, a co czasem objawia się w postaci instynktu narodowego, czy może jest to raczej intuicja kulturowa związana z wyznawanym przez pokolenia systemem wartości. Zatem rolą czynników opiniotwórczych narodu jest wskazywanie istoty przemian zachodzących w długich okresach historycznych, znajdowanie, oznaczanie i wskazywanie ich poszczególnych etapów. Śledzenie i prognozowanie kierunku, w jakim podążają oraz uświadamianie współczesnym miejsca, w którym się znajdują. Zajmowali się tym Joachim Lelewel, Jan Popiel, Feliks Koneczny, Tadeusz Korzon, zaś z historiozofów innych narodowości na przykład James Michener i Paul Jonhson. Literatura podwyższa, podtrzymuje albo obniża poziom uświadomienia sobie przez ludzi procesu zachodzących zmian. Literatura narodowa, także może spełniać tę rolę. Byli wśród nas prorocy łączący w jedno miary czasu: Piotr Skarga, Stańczyk, Wernyhora, pozostały wieszczące utwory Mickiewicza, Słowackiego, Norwida i Herberta. Faktorami przełomu są w większości ludzie, którzy odeszli od natury i naturalnych potrzeb, często bardziej odczuwanych przez układ wegetatywny niż rozumowo. Wielu ludziom pozornie łatwiej żyć, ale wcale lepiej nie żyją. Uzależnienie od natury przekonywało ich do konserwatywnego (czytaj: naturalnego) systemu wartości. Słowem, im dalej od autentycznych a nie wymyślonych przez człowieka potrzeb (a właściwie wykalkulowanych ułudnie przez szachrajów, którzy przekształcają zdrowego ducha greckiej olimpiady w wielki interes, śpiewanie w przemysł rozrywkowy, nie mówiąc już o zorganizowanej prostytucji, narkotykach albo handlu ludzkimi organami do wymiany, a w przyszłości, co pewne, klonami, embrionami itd.) - tym dalej od przekonania, że podstawowe wartości są określone, trwale i ich przestrzeganie wychodzi ludzkości na dobre, podczas gdy każda rewolucyjna zmiana jest krokiem ku przepaści. Ale ludzkość już dość daleko odeszła od pieczary w Lascaux. Więc, co ma ją integrować ? Czy wystarczy przekonanie, że skoro życie toczy się wolno, w uświęconym porządku, to dobro, na którego efekty zwykle czeka się dłużej niż na skutki złego - ma większe szanse? Obecny przełom w obszarze wartości następuje już od paru wieków. Można próbować dowieść, że każdy rozpoczyna się z chwilą, kiedy taki porządek osiąga swe aksjologiczne apogeum i że już na starcie ma w sobie ziarna rozpadu. Tak jak każdy organizm, który oprócz komórek wzrostu, umożliwiających jego funkcje, posiada także różnorakie fagi, których zadaniem jest zniszczyć go albo przekształcić w inną formę życia. Ale takie dowodzenie prowadzi do absurdu i jest narzędziem tych, którzy działają – bardziej lub mniej świadomie ku zniszczeniu istniejących wartości. Czy jesteśmy w czasie wycofywania się kanonu cywilizacji łacińsko-chrześcijańskiej? Nosicielami zmian byliby zatem ludzie, którzy odrzucili z różnych powodów kulturę przodków, czasami religię ojców, więzi narodowe. Ci, którzy nie uznają słuszności naturalnego prawa, i miast działać w sferze nauk technicznych, biologicznych, matematycznych, do których trzeba się solidnie przyłożyć - uprawiają, nie wymagające rzetelnego dowodu, dyscypliny para humanistyczne, dziedziny, w których niewiele da się udowodnić w laboratorium, a potwierdzenie racji wymaga żywej tkanki społecznej. Dlatego, co śmielsi prędzej czy później sprawdzają swoje hipotezy w rewolucjach, holocaustach i ideach, w wyniku których giną kolejne miliony ludzi, tak jak to miało miejsce na kolektywizowanej Ukrainie, w hitlerowskich obozach śmierci, na polach Kambodży itd. Czasem tak dalece napinają strunę ludzkiej odporności na krzywdę fizyczną i moralną, że w kończy się to odwetem na ich niewinnych pobratymcach. W realizacji planów podboju ludzkości fakt istnienia czegoś takiego jak więzy świadomości jest dla jego animatorów znacznym utrudnieniem. Obecnie nadchodzący przełom zarysowuje się już całkiem wyraziście. Im prędzej to sobie uświadomimy tym większa szansa na przeżycie. Moim zdaniem w planie – sterowanym jak chcą niektórzy niewidzialną ręką rynku – na wiek XX i początki XXI przewidziano opanowanie mediów. Czy Internet stanie się barierą nie do pokonania dla takich planów? Obawiam się, że nie. Ale warto budować w nim kolejne barykady dla wszechświatowego totalizmu.
Fragment z książki Bagaż duszy, Jerzy Terpiłowski, Warszawa rok 2002.
[1] Tytuł pierwszego bedekera Starej Warszawy, Jerzy Terpiłowski, Warszawa 2000 r. |
|
Sobota, 12 Marzec 2011 00:00 |
|
"Tradycja" w Polskim Radiu
Jerzy Terpiłowski o tradycji w radiowej "Trójce". Posłuchaj... |
|
Czwartek, 07 Kwiecień 2011 08:38 |
|
Czasy tuskie
Obecne czasy jako żywo przywodzą na myśl kontrowersyjny rozdział historii Polski z lat 1697–1763, poprzedzający upadek Rzeczypospolitej. Niektórzy nazywają to, co się obecnie dzieje w Polsce – mimo upływu lat oraz odmiennego kształtu stosunków społecznych – powtórką z XVIII wieku.
Mieliśmy podówczas unię personalną z Saksonią, której terytorium można porównać do Kaszub, a obszar jej stolicy, Drezna – do aglomeracji dzisiejszej Kościerzyny. Obie krainy zamieszkują potomkowie zachodnich Słowian. Serbołużyczanin Stanisław Tillich jest premierem Saksonii, a Kaszub Donald Tusk – Rzeczypospolitej Polskiej. Saksończyka Augusta Wettyna wybrano królem Polski w drodze wyborczych machinacji. Nie grał w piłkę nożną jak Donald Tusk, lecz świetnie jeździł konno i strzelał, a najsprawniej podbijał serca dam. Lubiono go i wróżono mu pomyślną przyszłość. W połączeniu pod swym berłem Saksonii i Polski upatrywał możliwości powstania europejskiego mocarstwa. Donald Tusk chciałby, aby Polska stała się regionem potężnej Europy.
Forsując Augusta na władcę, pogwałcono żelazną zasadę I RP, wedle której szlachta polska „aż do gardeł swoich nie chciała Niemca” (uważając, że traktować będzie Polaków po macoszemu). W początkach jego panowania odzyskano jednak Podole. Wyniszczone wojnami i najazdami Tatarów, prawie wyludnione, ale pamiętane jako niegdysiejszy polski Nowy Świat. Był to spektakularny sukces porównywalny do pierwszych dwu lat panowania Donalda Tuska, kiedy to Polska pozostawała „zieloną wyspą na morzu światowego kryzysu”. Jednak wkrótce niepowodzenia zaczęły spadać lawinowo na głowę Augusta oraz jego poddanych, tak jak rośnie obecnie dług publiczny nad głowami nas wszystkich. August pożyczał od Rosji, zastawił u Prusaków Elbląg za długi i nie protestował, kiedy Fryderyk III, lennik korony polskiej mianował się w Królewcu królem Prus. Donald wyprzedaje co się da, łącznie ze zdrowiem Polaków, z pocztą, koleją i innymi usługami publicznymi oraz potulnie zgadza się na ustalenia unijnych komisarzy dyskryminujące polskie rolnictwo w proporcjach dopłat. Jednak zarówno beztroskie decyzje króla jak rozpaczliwe decyzje premiera były i są chybione.
Obaj władcy podobnie nie zrozumieli tradycji narodowej polskiej. Jakkolwiek August z zapałem rzucał się w objęcia polskich dam (ponoć najlepsza szkoła obcego języka), a Donald miał kilkuletni flirt z historią zakończony dyplomem – obaj uważali polskość za pojęcie pozbawione mocy sprawczej kreowania swego image. Pierwszemu nie chciało się nawet nauczyć polskiego, drugi za młodu pisywał wiersze wyłącznie po kaszubsku, a polskość kojarzy mu się z pustką, ze śmiesznym teatrem nienormalności z nieuzasadnionymi urojeniami. „Polska to pokój przechodni wynajęty w Europie” – napisał w tekście „Polak rozłamany” opublikowanym w miesięczniku „Znak” w listopadzie 1987 roku.
I jeden, i drugi chciałby rządzić niepodzielnie. Za Augusta taki kanon obowiązywał powszechnie, ale jego saski korpus był zbyt słaby, więc żeby dorównać europejskim standardom, król skłócał wzajemnie szlachtę polską i litewską. Kokietował Piotra I, a od Litwinów wyjednał uznanie władzy nieograniczonej. Donald, rządząc w PO jak satrapa – ograniczony w swych zapędach zasadami ustrojowymi – parł do stołka premiera, wdzięcząc się przed mass mediami (wyrażającymi interesy obcych potęg) w nadziei ich pozyskania i szczuł je na PiS. Natężenie zaś obecnej walki politycznej ma dla Rzeczypospolitej podobnie fatalne skutki, jak niegdyś poróżnienie braci w unii polsko-litewskiej. Donald z lenistwa (wakacje w Dolomitach) i z naiwnej wiary w pozytywne efekty gładzenia Angeli po łapkach oraz obłapywania się z Władimirem, zaniedbał starań o rzetelne śledztwo w sprawie przyczyn narodowej klęski pod Smoleńskiem. August, ufając w dobre intencje Fryderyka Pruskiego oraz Piotra I, oddał Polskę w strefę wpływów obydwu rosnących w siłę sąsiadów i tracił czas na bale i łowy. Czytaj dalej...
|
|
|
|
|
|
Teatr "Demokracja"
Pseudointeligenci poznają prawdę przez powtarzanie wersetów z GW, „mają wiedzę” z TVN-owskich stacji i programów, czerpią religijne doznania z TVN „Religia”, dbają o „pijara”, organizują „iwenty”, tłoczą się na „fejsbuku”, ćwierkają na „tłiterze” i biegają na „antify” i „manify”. Ostatnio retrowe już określenie mass-media wypiera zwycięsko modny „mejnstrim” i „mejnstrimowe” media. Mainstream to naprawdę armia imperium trzymająca w szachu całe społeczeństwa i narody. To wprowadzona w życie zapowiedź Matrixa. Prasa społeczeństw lub narodów jest „niszowa”. Ludzie mogą sobie pisać i mówić, co chcą, byle to nie docierało do ogółu.
Jak łamy prasy długie i szerokie, publicyści smakują kształt i dźwięk słowa mainstream przy każdej nadarzającej się okazji, nie zdając sobie sprawy – najczęściej z powodu braku pogłębionej znajomości angielskiego – co tak naprawdę wieszczą. Czy bowiem media te rzeczywiście odzwierciedlają główny nurt myślenia społeczeństw i narodów, którym rzekomo służą? Ależ skąd! To wytyczne korporacji i agentów białego wywiadu sąsiadujących mocarstw, przekazywane zwykłym ludziom przez płatnych służalców, luminarzy pióra i publicystyki.
|
|
Czytaj dalej |
Karabela u boku
Powiedzenie: “kozik mi się w kieszeni otwiera” wypiera tradycyjne: „krew mnie zalewa” i: „hej, Gerwazy, daj gwintówkę...” Tygodniami nosiłem scyzoryk w kieszeni i bezskutecznie oczekiwałem, że się otworzy, kiedy ktoś wyczynia lub mówi bzdury. Aż tu nagle chwytam się za lewy bok, tak jak moi przodkowie, którzy w takich sytuacjach sięgali po karabelę. Poćwiczcie Panowie! Wszak w większości szlachecki my naród! (Jotter) |
|
|
Los kilkunastu Terpiłowskich, opisanych poniżej, to tylko niewielka część martyrologii tych, których prześladowano lub rozstrzeliwano dlatego, że byli prawymi Polakami, ale i taka ofiara rodu uprawnia jego żyjących członków do zabierania głosu w sprawie przyszłości Rzeczypospolitej.
TERPIŁOWSCY PRZEŚLADOWANI PRZEZ ORGANY ŚCIGANIA ZSRR, ORAZ POMORDOWANI W OBOZACH:
OFIARY CYWILNE
1. Wiktor Terpiłowski syn Konstantego, urodzony 12.1882, miasto Krewo w powiecie oszmiańskim guberni wileńskiej, Polak, wykształcenie podstawowe, maszynista, miejsce pracy maszynownia kolejowa w Mińsku. Adres zamieszkania: Obwód Mińsk, dom na ulicy Kolejowej w Mińsku № 6, mieszkania 3. Aresztowany 12 lipca 1931 Werdykt: Kolegium OGPU 02 październik 1931, EFA: 58-10 kodeksu karnego RFSRR - A / s agitacja. Wyrok: 3 lata pozbawienia praw publicznych, zrehabilitowany 25 lipca 1989 Prokuratura BSSR, źródło: Białoruski "Меmoriał",
2. Bronisław Terpiłowski syn Adolfa, urodzony w 1885 г., we wsi Karolina Żabczyckiego w rejonie powiatu pińskiego, Polak, wykształcenie podstawowe, rolnik, gospodarstwo indywidualne. Aresztowany 1 lutego 1941 г. Werdykt: ОСО 21 maja 1941 г. Agitacja. Wyrok: 5 lat obozu pracy, rehabilitowany 7 października 1989 г.
3. Wiaczesław Terpiłowski syn Anatola Urodzony w1892 г., Winnicka, w rejonie Sobolewskim, Sobolewka; Polacy; Wykształcenie podstawowe; brygadier "Kumbaliewa".. Mieszkał w powiecie Dżambylskim. Aresztowany 23 października 1937 г., przez Мirzojanowskie РО NKWD. Werdykt Trójki UNKWD 7 grudnia 1937 г., sygn. : 58-6, 58-10 УК РСФСР. Wyrok: 10 lat obozu pracy, zrehabilitowany 28 mаrca 1989 г. ,źródło: Informacje, z powiatu Dżambylskiego.
4 Henryk Terpiłowski syn Romana Urodzony w 1908 г., w powiecie Nowogródzkim; Polacy; Wykształcenie wyższe; pianista. Ostatnio mieszkał Ałma-Atyńsku, powiat Ałma-Ata. Aresztowany 29 października 1937 r. przez NKWD. Sentencja wyroku: Trójka UNKWD na Ałma-Atyńsk, 25 Listopada 1937 г., sygn: 58-10 УК РСФСР.. Wyrok: 10 lat obozu pracy, Rehabilitowany 7 stycznia 1956 г., z powodu braku dokumentu opisu charakteru przestępstwa (albo braku Corpus delicti)
5. Henryk Terpiłowski, syn Józefa Urodzony w 1906 г., w mieście Zelwa , rejon Wołkowyski, powiat Grodzieński; Polak; wykształcenie podstawowe, bez określonego zajęcia. Mieszkał ostatnio w Białymstoku. Aresztowany 3 października 1939 г. Sentencja wyroku: społecznie niebezpieczny element. Wyrok: 8 lat obozu pracy, оdbył karę, rehabilitowany 7 lipca 1989 г. źródło: Białoruski "Мemoriał".
|
|
Czytaj dalej... |
|