/> Tradycja pomocy – Tradycja – The Tradition
Go to ...

Tradycja - The Tradition

Pismo - Forum światopoglądowe

Tradycja pomocy


Na naszych oczach panoszy się powszechna komercjalizacja, pogoń za zyskiem oraz  przekonanie, że bogactwo jest najważniejsze. Ponoć “za darmo to nawet po pysku nie dają”, a dobroczynność służy w najlepszym wypadku wizerunkowi celebrytów, którzy potrącają sobie z należnego podatku “darowane” kwoty. Gdyby tysiące fundacji powołanych do pomocy dzieciom, chorym i niedołężnym miało na uwadze dobro potrzebujących, a nie pensje dla zarządów, Polska byłaby rajem dla wymagających opieki. Samorządowe ośrodki pomocy (MOPS-y i GOPS-y) to dziesiątki tysięcy urzędników przyssanych do budżetu, którzy odhaczają w formularzach okazjonalne wizyty u wegetujących na zasiłkach wykolejeńców, organizują emerytom płatną pomoc domową oraz roszczą sobie prawo do interwencji w sprawy rodzinne. Docelowo ma być tak jak w Szwecji czy Norwegii, gdzie żadni tam tata i mama nie mają gwarancji, czy im nie odbiorą pod byle pozorem rodzonego dziecka, aby wychować je na obywatela świetlistego jutra. Pogrobowcy ideologów krwawych rewolucji społecznych prowadzą obecnie ludzkość drogą oddolną (cokolwiek miałoby to znaczyć), żeby wykazać wyższość rachującego rozumu nad “iluzją wiary”. Tymczasem większość tego, co jeszcze w człowieczej naturze nie zgniło do cna, wcale nie wynika z wyrachowania. Jeżeli arogancka deweloperka, która tylko co ograbiła setki rodzin, kasując od nich pieniądze na budowę blokowisk położonych na podmokłym zalewowym terenie, złamie nogę, zdobywając na wysokich obcasach oblodzony Giewont, to przyjdą jej z pomocą anioły z GOPR-u. Sadownika, trującego okoliczne wioski opryskami wielohektarowego sadu, który w “łyk-end” poślizgnie się nad rwącą rzeką, wyłowią za darmo orły z WOPR-u. Inaczej dusze obojga złoczyńców już kajałyby się przy bramach pozagrobowego świata, bełkocząc, że “przecież każdy chce zarobić”. Ale nie! Wbrew trzeźwemu rachunkowi znajdują się dzielni ludzie, którzy ratują bliźnich, nie żądając od nich ani dowodu ubezpieczenia, ani kartki od spowiedzi. Dlaczego to robią? Zapytajcie członków Ochotniczej Straży Pożarnej których możecie spotkać w Polsce w prawie każdej wsi.

To nie celebryci, MOPS-y, GOPS-y i fundacje pomagają naprawdę ludziom, tylko oni sami, wiedzeni odwiecznym instynktem łączą się w grupy, aby pomóc innym, poświęcając swój cenny czas, a czasami ryzykując życie. W Polsce jest prawie szesnaście tysięcy jednostek OSP. Korzystają z państwowych i samorządowych środków, współdziałając ze strażą zawodową. Stosownie do statutu stowarzyszenia, jego członkowie poza splendorem i pewnego rodzaju adoracją miejscowego społeczeństwa nie otrzymują żadnego wynagrodzenia. Ostatnio narasta propaganda umniejszania znaczenia ochotniczej straży. Tu i ówdzie czepiają się jej za nieprofesjonalność lub nałogi. Gra szyta grubymi nićmi. Jeszcze trochę i prywatne przedsiębiorstwa ratunkowe załatwią sobie z ubezpieczycielami obowiązek korzystania z płatnych usług i policzą gminom za każde drzewo powalone wichurą na szosę. Wyobrażacie sobie cennik takich świadczeń? Bo przecież o to idzie. Instynkty i autentyczne uczucia należy zastąpić organizacją zysku. Ludzie są ludźmi i ktoś, kto uratował komuś z pożaru cały dobytek, nie odmówi flaszki, będącej zwyczajowo wyrazem spontanicznie okazanej wdzięczności. Jak się owych flaszek nazbiera, a akurat w pobliżu się pali, to może się zdarzyć, że dzielni strażacy (poza dyżurem) pojadą gasić po paru głębszych, był taki przypadek. Gdyby to ode mnie zależało, wlepiłbym każdemu po sporym mandacie, a następnie odznaczył za poświęcenie. Który ze znanych wam biznesmenów ruszyłby tyłek sprzed telewizora w poobiedniej porze? Więc wara mi od OSP!

Zwłaszcza że współcześni rycerze św. Floriana wcale nie tkwią w zaścianku dziewiętnastowiecznych nawyków, tylko zgrabnie dopasowują się do wymogów nowoczesności. Pożarów coraz mniej, bo działa techniczna i wychowawcza profilaktyka. Remizy porzucają rolę okazjonalnych tancbud i – połączone siecią Internetu ze światem – bywają nierzadko ośrodkiem kulturalnej ekspansji. Ale to nie podoba się włodarzom unijnych dotacji, którzy wolą przeznaczać je dla wszystkich, czyli dla nikogo, niż inwestować w zarządzane przez OSP obiekty. Lewaccy biurokraci z Brukseli nie rozumieją, że to, co jest wszystkich, jest niczyje. Nieruchomość musi mieć właściciela. I najlepiej takiego, który z niej korzysta, spełniając oczekiwania środowiska. 

Nie sposób wymienić wszystkich prac, które we współczesnej gminie wykonują strażacy z OSP. To tradycja, która dostosowuje się do potrzeb nowoczesności. Wzór dla małych i wielkich społeczności. A prezesami OSP coraz częściej bywają kobiety. I nikt, tak jak one, nie potrafi zagospodarować męskiej ofiarnej służby dla dobra wspólnego. Panie bowiem dysponują wartościami, które nie należą do naszych zalet ? potrafią sprawniej organizować codzienne życie społeczności, bardziej odczuwają potrzeby bliźnich oraz są po prostu lepsze od mężczyzn.  

Utwierdziłem się w tym przekonaniu po rozmowie z prezesem Ochotniczej Straży Pożarnej, a zarazem wójtem gminy Naruszewo w województwie mazowieckim ? panią Beatą Pierścińską. Ta drobna kobieta – po raz trzeci wybrana na ww. stanowiska w prawdziwie wiejskiej gminie – udzieliła mi nie tak dawno wywiadu, znacznie poszerzając moje dotychczasowe wyobrażenia w przedstawionej sprawie. 

More Stories From Poprzednie

donald-mocny1

About Jerzy Terpiłowski

Polski pisarz, eseista, dramaturg, tłumacz. Laureat Nagrody Ministra Kultury (2004) oraz Medalu Prymasa Tysiąclecia (2001). Organizator i prezes Stowarzyszenia "Pospolite Ruszenie" dla Ochrony Tradycji Polskiej, redaktor naczelny miesięcznika kulturalno-społecznego "Tradycja". Członek Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.