/> Dorota Świderek – Tradycja – Tradition
Go to ...

Tradycja - Tradition

Pismo - Forum światopoglądowe

Dorota Świderek


Podczas Warszawskich Targów Książki rozmawiam z p. Dorotą Świderek – prezes Oficyny Wydawniczej RYTM. Niewielkie stoisko usytuowane w doskonałym miejscu, niedaleko wejścia na główny krąg targowy, jest oblężone przez tłum czytelników wyrywających sobie dosłownie z rąk egzemplarze mało dotychczas znanych prac Dołęgi-Mostowicza, jedyną w swoim rodzaju opowieść o Rozalii Lubomirskiej, Polce zgilotynowanej w czasie rewolucji francuskiej oraz inne tytuły wydane w tym roku przez wydawnictwo. Pani Dorota powitała z ulgą moje punktualne przyjście na umówione spotkanie i zaprosiła „na koronę” Stadionu Narodowego, jedyne miejsce podczas tegorocznych targów, w którym można było posiedzieć tête-à-tête, na widoku wszakże, bo jakkolwiek owych wmontowanych rzędami fotelików jest tam dziesiątki tysięcy, to jednak dzięki rozproszeniu pośród nich nie za dużej liczby odpoczywających gości oraz konferującego personelu targów, można było uzyskać tam jaką taką prywatność.

Rozmawialiśmy wpierw o Władysławie Kopalińskim, którego opasłe dzieło Słownik mitów i tradycji kultury towarzyszy mi w mojej literackiej pracy od kilku dekad. Ileż to razy ta świetna książka ratowała mnie od kompromitacji, kiedy chcąc odwołać się do znanego mi wydarzenia z przeszłości Europy, nie byłem pewien, czy dobrze zapamiętałem jego znaczenie. Okazało się, że Rytm opublikował 11 z 14 napisanych dzieł tego erudyty w jednej serii. I od razu jakoś tak wyszło, że zaczęliśmy rozmawiać o ulubionych książkach jak dwoje dobrych znajomych. Pamiętacie, jak się kiedyś rozmawiało z kimś, kto wie, co czytać i pochłania literaturę jak wyborne dania serwowane na różne okazje? Przecież te wszystkie cudowne serie wydawnicze były wtedy jak odwiedziny innego świata, do którego przez kuratelę Moskwy nie mieliśmy na żywo dostępu, kiedy nie było jeszcze w Polsce Internetu, a reżimowa TVP dawała ci głównie to, co służyło propagandzie?

– Zaczęłam czytać w wieku 4 lat – mówi pani Dorota.
– A co to była za lektura? – Pytam.
Lokomotywa Tuwima, ale zaraz potem Chata wuja Toma.
– U mnie było podobnie, tylko że rozczytałem się chyba na lekturze Ogniem i mieczem. Ale wie pani co? Mój czterdziestoletni siostrzeniec twierdzi, że to trudna powieść, bo jest w niej wiele wątków, na których trzeba skupiać uwagę.
– Takie opinie i takie rozeznanie w literaturze jest niestety dość powszechne… Z jednej strony Internet sugerujący łatwe odpowiedzi, a z drugiej – przytłaczający indywidualność walec komercjalizacji.
(Nabieram przekonania, że pani Dorota ma w swoim znaku zodiaku – nie zdradzę – ogromne poczucie wolności. Potrafi niezłomnie osiągać wytyczone przez się cele i nie znosi kiedy ktoś jej w tym chce przeszkodzić. Ale jest przy tym wszystkim rzetelnie oddana wartościom wyższym)
– A co chciałaby pani szczególnie polecić czytelnikom Tradycji? – Pytam
– Serię o niezwykłych kobietach. Proszę sobie wyobrazić, że kupuje te książki bardzo wielu mężczyzn.
(Nie dziwię się, sam zawsze byłem i jestem zainteresowany niezwykłymi kobietami. To szczęście dla mężczyzny spotkać taką osobę).
– To przejdźmy teraz na tematy wywiadowcze… – (wrzucam niechcący kalkę z angielskiego) – chciałem powiedzieć: związane z zasadniczym celem moich wywiadów z wydawcami. Jak pani odczuwa rolę czwartej siły rynku edytorskiego, czyli wszechmoc hurtowni?
– Nie kupuję miejsca w Empiku – oświadcza pani Dorota. – To zdzierstwo, są inne sposoby, aby wypromować dobre książki. Radio, kluby miłośników książki, a przede wszystkim rzetelna ocena jakości dzieła, które znaleźliśmy, albo proponuje je sam twórca. Hurtownik – w warunkach braku krytyki literackiej – będzie tak samo promował badziewie, chłam, jak literaturę wartościową. I takie działanie bezpośrednio niszczy rynek książki. Wierzę, że to ciągle sytuacja okresu niejakiego zachłyśnięcia się wolnością. I zachłanność tych, którzy widzą w edytorstwie wyłącznie interes. A to jest misja. Trzeba do tego czuć rytm serca, bo przecież kiedy mamy przed sobą dzieło wybitne, to ono przyśpiesza radośnie. I nieważne, czy owe emocje psychiczne wynikają z akcji jak u Hemingwaya czy z oddziaływania na siebie ludzkich myśli, zachowań, a nawet wrażeń jak u Prousta. Zarówno on sam, jak Conrad czy Hemingway przekazywali obraz ludzkich uczuć i nie jest istotne, gdzie one zaistniały i z czego wynikają. Z jakiego obszaru mózgu wynikają emocje, które w czytelniku rozbudzają. A pan wie, że to my wylansowaliśmy określenie „żołnierze wyklęci”? A nie zajmujemy się polityką, tylko gustem i czasem ukazujemy interesujący światopogląd.
– Czy chciałaby pani znaleźć tylko dla Rytmu utalentowanego autora, który jednocześnie pomagałby wydawnictwu w promocji?
– Bardzo, szczęśliwie mamy kilku autorów, którzy nam w tej promocji wiele pomagają.

Na tym oświadczeniem pani prezes kończymy rozmowę. Nie miałbym serca zatrzymywać jej dłużej poza Rytmem. Mam nadzieję, że wkrótce będziemy mieli okazję do następnego spotkania.

About Jerzy Terpiłowski

Polski pisarz, eseista, dramaturg, tłumacz. Laureat Nagrody Ministra Kultury (2004) oraz Medalu Prymasa Tysiąclecia (2001). Organizator i prezes Stowarzyszenia "Pospolite Ruszenie" dla Ochrony Tradycji Polskiej, redaktor naczelny miesięcznika kulturalno-społecznego "Tradycja". Członek Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.