/> Zbigniew Czerwiński – Tradycja – The Tradition
Go to ...

Tradycja - The Tradition

Pismo - Forum światopoglądowe

Z okazji 100-lecia Bellony Prezes z własnej woli w dybach pokutnych za błędy poprzedników (źródło: FB)

Zbigniew Czerwiński


W czasie trwania tegorocznych Warszawskich Targów Książki rozmawiam „na koronie” Stadionu Narodowego ze Zbigniewem Czerwińskim – prezesem wydawnictw Bellona i Świat Książki oraz szefem rady nadzorczej spółki „Targi Książki”

To człowiek-dynamit. Obdarzony niesamowitą energią działania, a zwłaszcza zmysłem organizacji. Przejął jedno z wydawnictw, kiedy na skutek błędnych posunięć poprzedniego kierownictwa, było na skraju bankructwa. Nie myśli jednak o sobie jako o mężu opatrznościowym polskiego edytorstwa i – kiedy trzeba – potrafi okazać wiele ujmującego i dowcipnego dystansu do samego siebie. Nie znosi atmosfery koturnu, zwłaszcza tam gdzie ocieramy się o bardzo przyziemne sprawy, jak polityka czy tzw. wyścig szczurów. Określa się jako buntownik, który bez oglądania się na stosunki i układy proponuje i wdraża skuteczne metody zarządzania i polityki przedsiębiorstw. Cieszy się z sukcesu, jakim okazało się przejęcie Targów Książki od Ars Polony, a następnie zlokalizowanie ich na Stadionie Narodowym.
– Tyle tu miejsca – mówi.
– Ale czy akustyka stadionu piłkarskiego, te potężne nagłośnienia i echa rozchodzące się z różnych stron, spotęgowane wrzaski, nie mówiąc już o paraliżującej – moje przynajmniej wrażenia słuchowe – muzyce bitowej, sprzyjają sztuce, którą jest z pewnością literatura? Może potencjalny czytelnik chciałby zaszyć się gdzieś w ciszy i posmakować treść książki?
– Może, ale z drugiej strony przychodzi tu mnóstwo młodych ludzi, chcemy ich przyciągnąć, a oni przywykli do wrzawy i tak naprawdę nie wiemy, czego słuchają, czytając nawet poważną literaturę.

Pan Zbigniew to także historyk akademicki. Chyba jedyny cywil, który po zatrudnieniu się w przedsiębiorstwie państwowym wystąpił o przyjęcie do armii. Było to posunięcie taktyczne, bo jako oficera WP lepiej tolerowali go pułkownicy niemrawo zarządzający MON-owską Belloną. W obu kierowanych przez siebie wydawnictwach, oprócz prężnego zarządzania niekierowanego na finansowe zyski, poświęca wiele uwagi współpracy z tymi, z których praktycznie – zważywszy na specyfikę edytorstwa jako takiego – owe przedsiębiorstwa żyją i na których zarabiają.

– Funkcjonowanie wydawnictwa polega na znalezieniu właściwej transmisji pomiędzy twórcą a czytelnikiem – mówi. – Im wyższe są dochody tego rodzaju przedsiębiorstwa, tym bardziej może ono dogodzić i jednym, i drugim. Niech pan nie wierzy wydawcom, którzy bezustannie mówią o misji. Wszystko polega na organizacji. Do niedawna w Bellonie kontakt twórcy ograniczał się do oddania tekstu, który następnie przechodził przez ręce anonimowych dlań redaktorów (najczęściej zatrudnianych na umowę zlecenie) i najmowane ad hoc korektorki. To nie jest współpraca. Obecnie autor jest w stałym kontakcie z redaktorem przydzielonym do jego dzieła i zatrudnionym na etacie. Wypracowują wspólnie taki kształt i poziom tekstu, który opłaca się obu stronom. Nie pretenduję do miana wszechwiedzącego i dlatego zatrudniam fachowców.
– To dobrze – powiadam – bo jeszcze w 2013 roku Bellona zmarnowała powieść znanego pisarza, autentyczną historię o światowej sławy zawodowym zabójcy. Zaprzepaszczono okazję wstawienia na półki polskich księgarni literackiego ewenementu, opatrzonego entuzjastycznymi recenzjami krytyków. Wydano książkę w śmiesznym nakładzie, bez żadnej promocji,  pod nieuzgodnionym z autorem tytułem i kompromitującą okładką, która nie miała nic wspólnego z treścią książki.

– Mogło tak być – kontynuuje pan prezes Czerwiński. – Pracując w wydawniczym tyglu, nabiera się jednak doświadczenia, które graniczy z intuicją. Tak było na przykład z Dziewczyną z pociągu Pauli Hawkins. Zakupiliśmy dla Świata Książki ten tytuł, kiedy nikt nie zdawał sobie sprawy, że owa nieznana szerszym kręgom autorka niedługo potem będzie wydawana w milionowych nakładach, a za prawa autorskie trzeba będzie płacić 60 razy więcej. I od razu zdecydowaliśmy kupić, niejako na pniu, jej kolejną książkę. Zapisane w wodzie. Wie pan co? Są wydawcy kupujący dzieła, które w ogóle nie są jeszcze napisane. To gra bardziej podniecająca niż poker.
– Fascynujące! Ale przecież, przynajmniej w Bellonie nie wydajecie Państwo takich rodzynek.
– Bo jest jeszcze inne pole zainteresowań. To historia. W Polsce tym nurtem płynie wiele wydawnictw, a mimo to ciągle takie książki się sprzedają. W Bellonie to około 60 procent wszystkich tytułów.
– A przecież swoje działy traktujące o historii mają także wiodące wydawnictwa prasowe – wtrącam
– Tak, ale one bardziej niż my podlegają intencji takiej narracji historycznej, która odpowiada polityce lub światopoglądowi. Idą w kierunku opinii i celowego wyboru. Chociaż Bóg jeden raczy wiedzieć, co jest prawdziwe, co słuszne i dlaczego nawet wydając dzieło traktujące rzetelnie o jakimś wydarzeniu, bierzemy jednak udział w ideologicznym dyskursie przez sam fakt, że akurat teraz wypuszczamy je na rynek.
– Czy wychowaliście Państwo w którymś z Waszych wydawnictw jakiegoś własnego autora, którego teraz dobrze sprzedajecie?
– Ja wiem? Mamy dobrych autorów… na przykład Justyna Kopińska, Jakub Żulczyk w Świecie Książki czy Sławomir Koper, Iwona Kienzler, „Naval” – w Bellonie.
– Serdecznie dziękuję, że znalazł pan dla mnie chwilę czasu – mówię.
– I ja dziękuję, miło się z panem rozmawiało. I zapraszam jako autora.
Od razu po spotkaniu poszedłem napić się zimnej wody, aby nieco ochłonąć od tempa, jakie narzucił rozmowie prezes Czerwiński.

O autorze: Jerzy Terpiłowski

Polski pisarz, eseista, dramaturg, tłumacz. Laureat Nagrody Ministra Kultury (2004) oraz Medalu Prymasa Tysiąclecia (2001). Organizator i prezes Stowarzyszenia "Pospolite Ruszenie" dla Ochrony Tradycji Polskiej, redaktor naczelny miesięcznika kulturalno-społecznego "Tradycja". Członek Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.