/> Pospolite ruszenie – Tradycja – The Tradition
Go to ...

Tradycja - The Tradition

Pismo - Forum światopoglądowe

Pospolite ruszenie


W granice Polski weszła obca armia.

?- A gdzie to moi ludzie? – Pytał wojewoda kaliski. 
– Jacy ludzie? – Rzekł pan Skrzetuski. 
– A pospolite ruszenie kaliskie? 
Półpogardliwy, półbolesny uśmiech pojawił się na czarniawej twarzy żołnierza. 
– Jaśnie wielmożny wojewodo! – Rzekł. – Przecie to czas strzyży owiec, a za źle umytą wełnę nie chcą w Gdańsku płacić. Każdy teraz jegomość nad stawem przy myciu albo nad wagą stoi, słusznie mniemając, że Szwedzi nie uciekną. 
– Jakże to? – Odparł zafrasowany wojewoda. – Nie masz jeszcze nikogo? 
– Żywego ducha … A potem żniwa bliskie. Dobry gospodarz z domu nie wyjeżdża w takim czasie! 
[…] Skrzetuski jednakże do połowy tylko miał słuszność w tym, co mówił o opieszałości szlachty na pospolite ruszenie powołanej, bowiem wkrótce … Zaczęto zjeżdżać się dość licznie … Ale dziwni to byli żołnierze, z którymi rotmistrzowie niełatwo do sprawy przyjść mogli. Stawał na przykład towarzysz z kopią na dziewiętnaście stóp długą i w pancerzu na piersiach, ale w słomianym kapeluszu dla chłodu na głowie; inny w czasie musztry na gorąco narzekał, inny ziewał, jadł lub pił, inny pachołka wołał, a wszyscy w szeregu nie poczytywali za rzecz zdrożną gawędzić tak głośno, że rozkazów oficerów nikt dosłyszeć nie mógł i trudno było dyscyplinę wprowadzać, bo się o nią brać urażała mocno, jako godności obywatelskiej przeciwną.?

Gra w znaczenia 

Jakie są nasze pierwsze skojarzenia z nazwą pospolite ruszenie? Pewnie przed oczyma stają nam barwne sceny z Trylogii Sienkiewicza – obraz XVII-wiecznej szlachty, ściągającej niespiesznie na miejsce zbiórki. Barwny, jarmarcznie hałaśliwy obóz, pełen dysput, rozpraw, niezadowolenia, złożony z poczciwych szlachciurów wyrwanych od gospodarstwa. Nieprzeliczony zastęp sług pilnujących namiotów i sprzętów wziętych dla panów wygody. Hektolitry przelanego miodu, zapach jagieł, krup, bigosu, mięsiwa. Rzekłbyś – wielkie zgromadzenie towarzyskie, spotkanie z dawno nie widzianymi druhami, a nie wojsko zbrojne gotowe, by w każdej chwili wyruszyć do walki. Gromada niezdyscyplinowanych pieniaczy. Bo i jak tu mówić o dyscyplinie, skoro szlachta wyjątkowo czuła była na punkcie osobistej wolności i przywilejów? Sarmacka fantazja, której zazdrościmy – w najlepszym wypadku. A dla przeciwników narodu polskiego – niezbity dowód na nasze wady narodowe – pijaństwo, warcholstwo, nieudolność, stawianie prywatnych interesów ponad państwo, co w konsekwencji doprowadzić musiało do upadku Polski, zaborów, niewoli. 

Stereotypy utrwalane przez historyków w PRL, gdy jedynie słuszna była tradycja ludowa, a wszystko, co szlacheckie, pomniejszano, pokazywano jako feudalny, szkodliwy przeżytek. Zbitki pojęciowe powtarzane dziś nieświadomie przez kształconych w peerelowskich szkołach oraz świadomie – przez tych, którzy zainteresowani są tym, by Polacy łatwiej dawali sobą manipulować i kształtować się na modłę globalną lub tradycję inną niż polska. 

Do tych fałszywych, przerysowanych obrazów pospolitego ruszenia dodajmy jedyne dziś obowiązujące, nacechowane negatywnie znaczenie samego słowa “pospolite” – jako gminne, zwyczajne, prostackie, wręcz ordynarne, pozbawione gustu, a na pewno gorsze, kształtowane od XVII wieku przez polskich możnych, elitę ówczesną, która za nic miała szlacheckich panów braci, nazywając ich “pospolitakami” właśnie. ‘To takie pospolite” – mawiały z wyrazem obrzydzenia na skrojonych wedle obowiązującej mody usteczkach XVIII-wieczne damy, a teraz rzucają bezmyślnie współczesne “inteligentki”. 

W całkowite zapomnienie odeszła już staropolska etymologia tego słowa, która wszakże przetrwała w nazwie naszego kraju. Rzecz Pospolita (łacińskie: res publica) – to przecież nie rzecz zwyczajna, lecz rzecz wspólna, wspólne dobro wszystkich obywateli. Bo też “pospolity”, to nic innego jak: wspólny, dotyczący wszystkich, powszechnie przyjęty, obowiązujący, ale także: istotny, wyjątkowy, niezwykły. Ten sam trzon znaczeniowy ma wyraz “pospólstwo” (według współczesnego Słownika języka polskiego już tylko – motłoch, gmin), oznaczający “wspólnie razem, w jednym miejscu, obok siebie, ramię w ramię, dla jednej sprawy”. 

Staropolszczyzna wskazuje kierunek naszych poszukiwań prawdziwego sensu i znaczenia zjawiska, jakim było polskie pospolite ruszenie – idei, która pomimo jej zakłamywania, pomniejszania i ośmieszania przetrwała w tradycji, dziedziczonej świadomości Polaków. To część tego wewnętrznego ognia, którego i sto lat nie wyziębi. Moc, która odżywa na nowo w chwilach dla ojczyzny ważnych, porywając miliony dla wspólnej sprawy i budzi – jak niegdyś – zdziwienie, podziw i szacunek innych narodów.

Cały artykuł w numerze 1/2006 ?Tradycji?, kontakt z redakcją: etradycja@gmail.com 

Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

More Stories From Archiwum

About Alicja Szóstka